piątek, 28 lipca 2017

7 oznak dojrzałości emocjonalnej

Dojrzałość… To temat, który lubię, to przestrzeń, do której mogę wreszcie spokojnie wrócić, to stan, do którego dążę...


Znalazłam bardzo mądrą kondensację tego, czym powinien kierować się człowiek dojrzały:



 

Potrafi się pożegnać


Z ludźmi, którzy nie pozwalają jej się rozwijać, gaszą jej energię życiową i są toksycznymi przyjaciółmi. Z przeszłością, która już za nią i choćby była trudna i bolesna, to jest już zamkniętym rozdziałem, do którego wracać nie trzeba. Z przeszłością, która jawi się jako piękniejsza od tego co teraz i tego, co dopiero będzie, do której chętnie wróciłaby i poczuła znowu te pozytywne emocje. Ale to niemożliwe, trzeba żyć tym, co teraz, uwolnić się od myśli, które przynoszą nam jedynie lęk i strach przed przyszłością. Dojrzały emocjonalnie człowiek wie, że trzeba się od tego odciąć, odpuścić, powiedzieć „żegnaj, do nie-widzenia” i zacząć pisanie nowego rozdziału.



Akceptują to, co w przeszłości


Nie roztrząsają każdego popełnionego błędu, każdej minionej sytuacji, utraconej przyjaźni czy byłego związku. Wyciągnęli swoje wnioski, zaakceptowali uczucia własne i innych, idą naprzód bez zbędnego bagażu emocjonalnego. Człowiek dojrzały emocjonalnie nie pozwala na to, by to, co minione wpływało na jego teraźniejszość i wie, że aby budować dobrą przyszłość, trzeba oczyścić się z bólu przeszłości, rozliczyć z własnymi uczuciami, nawet tymi najbardziej bolesnymi.



Znają swoje myśli i uczucia


Dojrzali emocjonalnie są świadomi swoich emocji, własnych myśli, potrafią je mądrze analizować i nie działają impulsywnie pod ich wpływem. Jeśli trzeba, są gotowi do przemyślenia, autorefleksji, zastanowienia się nad tym skąd wzięły się ich myśli i emocje, a nawet do zapisania ich. Cechuje ich mentalna jasność, dzięki której mogą rozwiązywać swoje problemy bez emocjonalnych burz. Ich świadomość dotyczy także tego, co mówią i odczuwają inni – wiedzą, że nie każda negatywna opinia i nie każde uczucia innych są ich odpowiedzialnością, potrafią przyjąć krytykę bez bólu i z szacunkiem.



Nie narzekają


Bo są świadomi tego, że narzekanie niczego nie zmieni na lepsze, a jedynie może na nich wpływać w zły sposób. Dojrzali emocjonalnie wiedzą, że powtarzanie negatywnych opinii na własny temat lub na temat swojego otoczenia może sprawić, że zmieni się ich myślenie o świecie i utracą w ten sposób część życiowej energii, dlatego są nastawieni na działanie i wprowadzanie zmian. Bo jeśli coś w życiu dojrzałych emocjonalnie osób nie działa i z czymś źle się czują, to chcą to ulepszyć, zmodyfikować, naprawić, albo zaakceptować – bo przecież nie na wszystko można mieć wpływ, nie wszystko można zmienić.



Znają granice empatii i pomocy innym


Nie pozwalają na to, by problemy innych, czyjeś negatywne emocje przytłoczyły ich i zdominowały ich życie.  Wiedzą, że egoizm to nic złego i czasami należy postawić siebie na pierwszym miejscu przed wszystkim i wszystkimi. Są dobrymi przyjaciółmi, aktywnie uczestniczą w życiu społecznym, pomagają innym, angażują się, ale wiedzą, gdzie postawić granice i kiedy należy powiedzieć „nie”. Asertywność nie jest dla nich problemem, udało im się znaleźć równowagę pomiędzy tym, co oddają innym i światu, a tym, co dostają od innych i świata dla siebie.



Pozwalają sobie na błędy bez poczucia winy


Dojrzały emocjonalnie człowiek, wie, że nie musi być perfekcyjny, że nawet popełniając błędy nie staje się automatycznie zły i bezwartościowy. Porażki i niepowodzenia są dla niego źródłem nauki i sposobem na to, by znaleźć właściwą drogę, którą należy iść dalej. Akceptuje swoje błędy, nie boi się własnych wad, nie obwinia za to, co mu nie wychodzi. Niepowodzenie jest dla niego dodatkową motywacją do rozwoju, ale nie dąży do ideału, bo wie, że nie to powinno być celem życia, że nie zawsze można i trzeba osiągnąć najwyższy poziom.



Ufają sobie i innym


Dojrzali nie boją się otworzyć emocjonalnie przed innymi i… sobą samym – czasami bywa to bardzo trudne. Ufają sobie i innym, nie oczekują, że nawiązanie relacji i bliskość z kimś będzie dla nich jedynie źródłem bólu i zmartwienia. Wiedzą też, że zamknięcie się na świat i innych ludzi jest dodatkowym ciężarem, który trzeba będzie dźwigać przez życie. Dojrzali emocjonalnie unikają noszenia balastu, który ich krępuje, świadomie wybierają swobodę i wolność.


Źródła:


http://ohme.pl/lifestyle/7-oznak-dojrzalosci-emocjonalnej/


https://pieknoumyslu.com/dojrzalosc-emocjonalna-7-oznak/

środa, 26 lipca 2017

Mam plan, czyli moja szczęśliwa trzynastka

Oto moja obecna szczęśliwa trzynastka, nad którą pracuję:


1. Cieszyć się małymi rzeczami. To teraz jest proste, bo wszystko cieszy, gdyż nie mam nad głową kata.



2. Podejmować decyzje i na bieżąco załatwić wszystkie sprawy, nie odkładać nic na później, żeby nie narzekać, że życie w pojedynkę jest takie trudne. To mi się udaje nawet z naddatkiem.



3. Dbać o to, żeby złość na złego człowieka wyrzucać w kosmos, a nie przenosić jej na innych ludzi. Mając świadomość, że czasem z ofiary można stać się dla kogoś katem, mając świadomość o kumulacji negatywnych uczuć, które niewyrażone przenosimy na innych ludzi, staram się na sesji terapeutycznej wyrzucać złość, nazywać ją, rozbrajać i być dobra dla ludzi.



4. Pilnować swoich granic i nie zwlekać ok. 10 lat z powiedzeniem komuś: „Stop, to mnie rani, nie zgadzam się na to”.
5. Uporać się z demonami przeszłości, które wepchnęły mnie w ten przemocowy związek, czyli: uwierzyć, że kobieta może być sama, może sama robić to samo, co mężczyzna, nie zwracać uwagi na stereotyp przekazany przez matkę: „Byle jaki, ale chłop musi być w domu, bo kto naprawi kran i co powiedzą ludzie”. Nie, mamusiu, krany naprawiamy same, a ludzie i tak mówią wiele złych rzeczy, z chłopem i bez. I w tym temacie zakupiłam szlifierkę do odnawiania mebli oraz wyjęłam wiertarkę i mam zamiar jej użyć :)



6. Kontrolować relacje, aby się zbytnio nie zaangażować w pomoc nie daj Boże jakiemuś toksycznemu człowiekowi. Czyli najpierw dbam o swoje potrzeby, a jak zostaje czas, mogę go poświęcić innym. Do tej pory rzucałam wszystko, jak mnie ktoś o coś poprosił (gdyż tak bardzo chciałam zasłużyć na miłość).
7. Zadbać o zdrowe odżywianie i zrzucić kilogramy, które nabyłam podczas zażerania totalnego stresu. To rzecz na po przeprowadzce. Obecnie nie mam czasu na zdrową kuchnię, zresztą żywię się na mieście lub w kuchni matki, która jest bardzo tradycyjna, ale nie mam wyjścia.



8. Sprawiać sobie przyjemności. Na przykład kupić sobie do mieszkania te rzeczy, które zawsze chciałam mieć, ale zawsze żal mi było wydać na to. Teraz mam kryzys finansowy, ale zaszalałam i kupiłam sobie jedną taką rzecz: serwantkę Halabali (to taki czeski projektant mebli z kochanego przeze mnie okresu meblowego art deco).



9. Przełamać lęk samochodowy. Kiedyś pędziłam po szosach jak rajdowiec. Z malutkim dzieckiem, bez lęku, po nocy, w borach nie borach, do Rzymu… Załamanie nerwowe i wyzywanie mnie za kierownicą przez złego człowieka spowodowało lęk przed jazdą samochodem (no tak dziwnie się porobiło). Teraz jeżdżę po mieście bez problemu, ale mam lęk przed pojechaniem dalej, który mam zamiar przełamać.



10. :) :) :) Uśmiechać się do ludzi. To trudne, gdyż łapię się na tym, że mam bardzo smutną minę, jak się nie pilnuję. To wychodzi pewnie z głębi duszy… Ale uśmiech do kogoś, nawet przymuszony, powoduje, że i on się uśmiecha, więc mnie się robi tym samym lepiej.



11. Rozwijać w sobie miłość do ludzi bez potrzeby zasługiwania na czyjąś jednostkową miłość i bez potrzeby „mania” kogoś na własność. Czyli nie szukam na siłę drugiej połówki jabłka, gdyż sama jestem całym jabłkiem, inni ludzie też są całymi jabłkami, więc relacje powinny być równoważne, nie na zasadzie brakujących elementów.



12. Nie reagować na relacje z mężczyznami jak na zło konieczne. Nie popadać ze skrajności w skrajność. Oni są, co nie znaczy, że ja jestem po to, by spełniać ich oczekiwania. W relacjach z mężczyznami chcę osiągnąć taki kompromis: daję tyle siebie, żeby nie popłynąć, ale nie jestem jędzą, do której bez kija nie podchodź. To może być trudne, na razie nie mam potrzeby się tym zajmować. Wystarczą mi relacje z facetami w pracy.



13. Zadbać o swoją kobiecość. Po przemocy moje poczucie kobiecości jest bliskie zeru. Owszem, dbam, ubieram się, kosmetykuję… Ale robię to mechanicznie, tak na zasadzie, że mam to wpisane w etat, że muszę wyglądać, ale wewnątrz kobiety nie ma. Pustka. I nad tym chcę popracować na terapii.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Coś nie halo

Czasem nie warto pracować nad czyimś poczuciem własnej wartości. O tym przekonałam się boleśnie na własnej skórze i psychice. Nigdy więcej nie będę pomagać nikomu w lepszym samopoczuciu w związku z własną wartością i ego.


Tak właśnie uczyniłam jakieś 10 lat temu. Poznałam taką męską kupę g...na, która trzęsła się na widok ludzi, nie wierzyła, że coś umie, że coś może, że coś może chcieć. Marzyła o kanapce do pracy ze smalcem, ale przygotowywaną z miłością przez osobę kochaną. Nie będę dodawać, że tą osobą miałam być niby ja.


No i zakasałam rękawy i wzięłam się za tę kupę, z której zrobiłam pewnego siebie, mającego poczucie własnej wartości człowieka, który podjął dobrze płatną prestiżową pracę w korporacji. I tu zaczęła się ma gehenna.


Korporacja dała mu nie tylko wzmocnienie poczucia własnej wartości i pieniądze, ale ujawniła coś, co było uśpione: skłonności narcystyczne, a poznana w korporacji pusta korpofoka pokazała mu, jak się żyje w stylu high, czyli wydając to, czego się jeszcze nie zarobiło.


Mam nadzieję, że i on i ta korpofoka dostana kiedyś od życia, od Pana Boga czy od innych ludzi, zdecydowanie twardszych niż ja, to, na co sobie w pełni zasłużyli...

Sztuka umiejetnego oceniania innych i... sytuacji

 

Przeczytałam tekst „Nie oceniaj innych”, który myślę, przyda się wszystkim tym, które z grzeczności, zaburzeń z dzieciństwa oraz innych takich uchybień nie potrafią powiedzieć w odpowiednim momencie właściwej osobie: Stop! Nie zgadzam się! Nie manipuluj! I tym samym, które stają się ofiarami przemocy (w związkach, w pracy, gdziekolwiek).


Obserwuję ten proces na sobie od lat. Najpierw nie potrafiłam odmówić nikomu, przeciwstawić się – nazwę to uparcie – buńczucznej asertywności i wszelkim manipulacjom emocjonalnym. Potem na zewnątrz, do obcych ludzi, już się naumiałam stawiać jakieś granice z pomocą terapii, ale jeszcze nie potrafiłam w stosunku do najbliższych. Stąd 10 lat w związku, gdzie jaśnie pan mi mówił, co jest w mym zachowaniu i myśleniu godne pochwały, co nie, co mam robić, co mówić itd.


Dziś staram się nie pozwolić zapędzić się w ten typowy schemat przemocowy nikomu. Jest on obrazowo fajnie opisany na blogu „bez Ego”. Przytaczam fragment, reszta na blogu http://bezego.com/2017/03/11/nie-oceniaj-innych-czyli-blad-ktory-zmieni-cie-w-dziecko-we-mgle/


„Nie oceniaj innych!” – Kto z nas tego nie słyszał…? Jest to przecież zasada, która uwalnia nas z kompleksu wszechwiedzącego boga i pomaga odnaleźć wewnętrzny spokój, spełnienie i szczęście. Niestety, jej znaczenie jest powszechnie przekręcane. I to w taki sposób, że zamiast w spokój, spełnienie i szczęście, wpadamy w poczucie winy i niemoc decyzyjną.


Co robić, gdy masz do czynienia ze złym kierowcą?


Na jednej z moich pierwszych sesji, usłyszałam o takim problemie:
No jest straaaaaasznym kierowcą. Boję się z nim jeździć normalnie! I nie wiem, co z tym zrobić! Bo najchętniej to bym powiedziała, że nie będę z nim jeździć, bo się boję. Ale przecież nie mogę tego zrobić! Bo to by znaczyło, że uważam go za złego kierowcę! A przecież nie mogę nikogo oceniać!


Co sprowadza się do:
Nie mogę go oceniać, więc postąpię wbrew temu, co czuję.


BAM!
Tak właśnie brzmi wybuch, który zabija twój system decyzyjny.


Jeśli wierzysz, że nie masz prawa dokonywać jakiejkolwiek oceny, nie jesteś w stanie podjąć najmniejszej nawet decyzji. Bo każda decyzja jest wynikiem oceny tego, co się dzieje. Na zewnątrz nas. I wewnątrz nas. I dokonania wyboru: „tego chcę, a tego – nie”.
Gdy nie dokonujemy żadnych ocen, jesteśmy jak dzieci we mgle. Nie mamy kontaktu z tym, czego chcemy. A nawet jak mamy, to pójdziemy w kierunku dokładnie przeciwnym.
Jak się więc wyślizgnąć z takich sytuacji? (...)


Polecam przeczytać na blogu.

wtorek, 11 lipca 2017

O lęku bez strachu

large_-O-leku-bez-strachu


W książce wydanej przez Charaktery "O lęku bez strachu. Jak bać się tyle, ile trzeba", red. Piotr Żak, z sympatyczną jak na temat okładką słonia próbującego się zmieścić na krzesełku, znalazłam odpowiedź, czyli zwerbalizowane to, co wiem i czuję, a czego nie wiedzą, nie mogą pojąć ci, którzy wciąż pytają mnie w życiu, czasem tu na forum: To czemu tkwiłaś w tym tyle lat i nie uciekłaś po pierwszych sygnałach?


"Część osób pragnących bliskości czuje lęk przed odrzuceniem i bolesną pustką, która temu towarzyszy. Prawdopodobnie we wczesnym dzieciństwie doświadczyły one odrzucenia, a potem odtwarzają ten wzorzec w kolejnych ważnych relacjach. Chroniąc się przed cierpieniem, idealizują swoje związki. Starają się spełniać potrzeby partnerów i zrobić wszystko, by nie dać powodu do konfliktu, nie dopuścić do sytuacji grożących rozstaniem. Bywają więc uległe, rezygnują z siebie".


Dopiero dziś odkrywam, ile naprawdę mam siły sama z siebie i dla siebie i najbliższych. Miałam ją zawsze, może więcej (?), ale w to nie wierzyłam. Wolałam w życiu prywatnym zrezygnować z siebie. W porównaniu z ostatnim etapem związku, gdzie nic się nie działo, miałam materialnie wszystko, "tylko" z tyranem u boku, dziś, kiedy jestem na walizkach, z remontem, w pracy na pełnej parze, z dwojgiem chorych rodziców w łóżkach, mam więcej siły, energii, zapału i radości życia. Czuję się jak Nikita, którą ktoś wreszcie wypuścił z okrutnej szkoły psychicznej i teraz wszystko dla niej to pestka.


Kiedyś napiszę o tym, jak radzę sobie dziś z kilkoma lękami, które mnie zaprowadziły w ten chory związek.

ON, czyli korporacja

 

Uważajcie na takie złote myśli, które pojawiają się w Waszym spokojnym życiu, kiedy w nie wkroczy korporacja (są one gwoździem do trumny)


 "Tylko idioci spłacają kredyty, mądrzy je biorą",


"Tylko idioci jeżdżą tak rzadko na egzotyczne wyjazdy, mądrzy jeżdżą przynajmniej 5 razy do roku na Bali, do Chin czy na Kubę itd.",


"Tylko idioci grzebią w ogródku i sprzątają domy, mądrzy mają panów od ogrodu i Ukrainkę do sprzątania".


„Tylko idioci nie mają motywacji finansowej, by wstać rano i pracować, mądrzy kupują porsche na kredyt, żeby mieli siłę wstać do roboty, kiedy jej nie mają”.


„Tylko idioci nie wykorzystują służbowych samochodów i służbowej benzyny na wyjazdy prywatne”.


Poza tym należy zwracać uwagę, kiedy w rozmowach domowych zbyt często pojawiają się zwroty dotąd w ogóle nie stosowane, a powszechnie używane w korpomowie:


„kur..a”


„mam na wszystko wyje…ne”


„…”


 


Generalnie życie umysłowe korpoludzi obraca się w schemacie myślowym:


 


MY……………………………………………………………. i reszta świata, czyli idioci.



Problem pojawia się wówczas, gdy w domu jest Was dwoje, a Ty nie jesteś korpoludziem, ale normalnym, jeszcze jako tako wrażliwym człowiekiem. Wówczas pojawia się rysa, która przebiega między Wami. Potem rysa, w miarę kolejnych spotkań integracyjnych alkoholowo i nie tylko, tudzież majorkowych wyjazdów służbowych, zaczyna się powiększać, gdyż rozdźwięk między Tobą, a innymi przedstawicielami Twojej płci w korporacji jest spory.


Z rysy robi się bruzda. Potem Wasz wspólny kawałek ziemi się rozpada na dwie części, między którymi powstaje przepaść. A kiedy marzysz o tym, żeby wrócić do czasów sprzed korpo, okazuje się, że owszem, możesz sobie wracać, gdzie chcesz, ale sama, gdyż „nam już nie jest po drodze”.


W przepaść spada bomba i powstaje lej, którego nikt i nic już nie zasypie, a Waszych ziemi nic nie połączy, gdyż zdarzyło się tyle rzeczy, padło tyle słów, że gdybyś miała wskazać palcem, kto obecnie jest Twoim największym wrogiem, bez wahania pokażesz:


ON, czyli korporacja.