O mnie

 

graf_balet_1

Jestem Depersona, czyli że nie wiem, kim jestem. Depersonalizacja to jakby zerwanie z ciebie twojego ja, czyli tego, co w tobie najfajniejsze, co sprawia, że jesteś inni niż wszyscy, co daje ci poczucie integralności i odrębności. A teraz nie wiem, kim jestem, co robię tu, na ziemi, i boję się. Nie mam żadnego systemu obronnego, zwłaszcza wobec tych, których kocham, a więc od których tak bardzo zależę. Jestem jak małe dziecko, które przytula się do matki, żeby było dobrze, choć ta leje je kablem od żelazka.


EN_00043177_0001


Byłam: kobietą bardzo dobrze zorganizowaną, perfekcjonistką, zapracowaną, zadbaną, towarzyską, zaprzyjaźnioną, oprócz tego: matką, córką, kochanką, żoną, byłą żoną, pracownikiem, mentorem (kolejność przypadkowa).


A teraz... NIC. Jedno wielkie nic. Nie wiem, kim jestem. Boję się. Boję się siebie, ludzi, życia. Kulę się, zasłaniam się wirtualnie rękami, kiedy chcecie ode mnie czegoś więcej niż oddychanie.


fri6


Nie wiem, kiedy z tego wyjdę. Nie wiem, czy w ogóle z tego wyjdę. Załamanie nerwowe, lęki napadowe, ataki paniki, depresja, depersonalizacja, derealizacja, stany obniżonego nastroju, zaburzenia osobowości  i inne takie czarne chmury przesłoniły moje życie. Zaprzyjaźniłam się jedynie z kolorowymi tabletkami: różowymi, niebieskimi i białymi też. Czuję niepokój, kiedy nie mam ich pod ręką. Ludzie... Potrzebuję ich. Chyba. Nie jestem pewna. Staram się to brać na rozum i nie uciekać od nich. Czasem udaje się to lepiej, czasem gorzej, a są dni, że wcale.


k,NjQ3NDg0MjgsNDcwMTUzMzI=,f,43188_wybierz_jedna_medium


Walczę. Bo dopóki walczę  - żyję. Kidy z walki zrezygnuję lub przegram, znaczy, że żyć przestanę. Tak mi się zapisał w głowie Szekspir. Poza tym jest w niej chaos, niemoc, żal, tęsknota i rozpacz, ból, strach...


balet-klasyczny-jakie-sa-podstawowe_158738I jeszcze krótko o tym, dlaczego baletnice ilustrują moje wpisy... Nie, nigdy nie zajmowałam się baletem, nigdy dobrze nie tańczyłam, w ogóle nie należę do kobiet wiotkich i zwiewnych oraz wygimnastykowanych. To taka metafora mojej duszy. Ja fizycznie baletnicą nie jestem. Moja dusza nią jest. Była piękną, zwinną, interesującą, radosną, podskakującą bez wysiłku w różowych baletkach kobietą. Teraz jest jak czarny, umierający łabędź. Przeraźliwie smutna, eteryczna, eretyzmem grobowym, zimna, wręcz lodowata, wystraszona, zwinięta w kłębek nerwów. Stąd każdy wpis to inna poza... Jak każdy nowy dzień życia, z którym ja muszę się mierzyć mniej więcej tak jak generał Sucharski pod Westerplatte.


W 2016 roku mogę powiedzieć, wykrzyczeć światu, że POKONAŁAM RAKA DUSZY! Jestem jak po wojnie. Wciąż liżę rany. Te wynikające z choroby i życia po.


W 2017 roku mogę powiedzieć, że straciłam wszystko. Nie mam domu, nie mam pieniędzy, nie mam swoich rzeczy, nie mam poczucia bezpieczeństwa, nie mam godności człowieka i kobiety. Odebrał mi ją M., ktoś, komu poświęciłam 10 lat życia, kogo podniosłam z bagna życia, komu dałam wiarę w siebie. Taką wiarę, że on odebrał mi wszystko. Narcyz. Psychopata. Ja nazywam go zły człowiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz