piątek, 25 września 2015

Na wszystko mam czas

Od kilku lat (z tendencją do coraz bardziej) jestem przykładem osoby, która nie jest zawalona robotą, nie ma mnóstwa obowiązków i nie wymyśla sobie lawiny zajęć domowych lub pozadomowych. Mam czasem wrażenie, że nie przystaję do dzisiejszego świata, do osób, które mnie otaczają. Żyję w moim domu z ogrodem, oddalonym od ulicy, do pracy nie muszę gnać przez miasto, rzadko w mieście bywam. Nie biegam po sklepach, bo nie lubię, ubrania i kosmetyki kupuje przez internet. Staram się tak układać sobie dni, żeby za dużo nie mieć do sprzątania, nie wymyślam sobie żadnych wielkich akcji itp.


Mam dużo wolnego czasu. Odpoczywam, nie robiąc nic, delektując się przyrodą, obserwowaniem ptaków czy chmur na niebie i ciesząc się, że żyję - mało dziś popularne :)


Rano spokojnie się myję, robię sobie śniadanie do pracy (owoce z jogurtem), daję psu jeść, a do porannej cappuccino czytam książkę na dworze póki jest jeszcze ciepło... Dopiero potem spokojnie idę się ubrać i wychodzę do pracy.  Wszystko robię powoli i staram się nie dać wciągnąć w rytm popędzania. Rzadko oglądam wiadomości, bo one wprowadzają nerwową atmosferę w życie, choć wiem, co się dzieje, bo czytam to co chcę wiedzieć, w necie. Chodzę wcześnie spać, bo lepiej być wyspanym niż niewyspanym. Wyspany człowiek dobrze się czuję, a nie lubię czuć się źle.


Dla tych, co powiedzą: tak to można, jak się nie ma dzieci, śmieci i stresującej pracy! Dziecko miałam wcześnie, więc jest odchowane, studiuje. Zresztą to trudny dla mnie temat, bo dzielą nas z córką wciąż bardzo duże różnice charakterologiczne, więc czuję obecnie niedosyt jej obecności w moim życiu, chociaż nigdy nie chciałabym być matką-kwoką, która wysiaduje swoje potomstwo do jego emerytury.


Dawniej biegałam jak czółenko trackie, nie nadążając z niczym. Musiałam zrobić wszystko: pranie, ciasto, paznokcie, dziecku książeczkę poczytać, spotkać się z toną znajomych, być w pracy 24 h na dobę itp. Teraz odpuszczam, jeśli wiem, że to nie będzie tylko jedna rzecz na raz, którą zrobię, albo że nie jest to to, czego naprawdę chcę.


Praca jest ta sama, tylko ja podchodzę do niej spokojniej i jakoś tak samo idzie i nikt mnie nie zwalnia.A jak mnie zwolnią to nie z powodu braku nerwów, tylko tysiąca innych powodów.


Polecam takie spowolnienie życia. To niesamowite! Żałuję tylko, że ugrzęzłam w stanie depresyjnym, bo mogłabym się tak bardzo cieszyć życiem. A tak to właśnie w chwilach mojego odpoczynku, czyli gdy patrzę w chmury, staram się sobie wytłumaczyć, że jest pięknie, staram się do siebie uśmiechnąć.