piątek, 19 września 2014

Rzeczywistość czy marzenie?

a3c7c15c09d37ddfa462e196f859af68_35983

 


Siedzę przy biurku w pracy. Kolejny dzień, który trzeba przeżyć jak ospę wietrzną. Patrzę w okno, rozmarzyłam się… Po mojej dłoni spaceruje ciepły promień słońca. Tylko jeden i akurat znalazł sobie moją dłoń jako miejsce odpoczynku. Grzeje. Czuję jakby od niego ciepło ogarniało całe moje ciało, całą moją duszę. Jestem spokojna, uśmiecham się, widzę moja przyszłość, która toczy się pod niebem z budyniowymi chmurami o smaku malinowym. Koniecznie malinowym, bo są różowe. Boże, jak ja dawno nie czułam takiego spokoju.


To jeden z pięknych cudów w moim obecnym życiu. Poczuć spokój.


Czarne niebo za mną, a przede mną ciepłe słoneczne malinowe niebo. Oby ten dzień się nie kończył. Boję się, że jutro znów wróci czerń. Dziś jednak chcę pisać w czasie przeszłym o tym, chociaż wiem, że to tylko taka zabawa...


Lęk, strach, panika... Silne napady, życie w garści, bo gdyby chcieć ułowić moje ja, to ono było tak przelęknione i tak skurczone, że zmieściłoby się w dłoni. W zaciśniętej dłoni. Gdyby jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że doświadczę czegoś takiego, to bym powiedziała, że oszalał. A tu okazało się, że to ja… nie, jeszcze nie oszalałam, ale straciłam siebie taką, jaką byłam.


Nie wrócę już do tej, którą byłam. Chciałabym, ale czuję, że to niemożliwe. Tamta już nie istnieje. Jednego dnia ktoś wymazał ją ze spisu egzystencji ziemskiej. Jakbym szła przez jakiś most, na którym nie można zawrócić, na którym nie ma powrotów. Nie wiem, kim będę po drugiej stronie. Dziś jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że kiedyś postawię stopę po drugiej stronie i że zaraz potem postawę drugą. Każdego dnia jeden krok do przodu. W nowe życie. Inne życie. Nie wiem, co mnie czeka. Wiem, kim byłam. Wiem, że straciłam tożsamość. Nikt, kto tego nie doświadczył, nie wie, co to znaczy stracić tożsamość. Jest takie techniczne określenie tego, czego nie życzę nikomu, nawet temu, kto mi się bardzo naraził: depersonalizacja.


Boję się tego słowa. Ma kolor rdzawy, jak stare gwoździe, które wieki temu przyszpiliły duszę do jednego miejsca i tak zostało. Dyndam nogami, macham rękami. Wokoło ludzie, ale ja im nie ufam, kiedy mówią, że przecież nic się nie dzieje. Ja się ich boję. Nie mam się jak ukryć. Nie mam się gdzie ukryć. Wszechogarniający lęk spływa na mnie swoją słodkawą słabością, ogarniając moje ramiona, nogi. Żołądek znów staje się jak wyciśnięty do granic możliwości oscypek.


Mam lat 43. Nie napiszę, kim jestem. Nie przedstawię się, bo nie wiem, kim jestem.