wtorek, 28 listopada 2017

Nierówna walka

Kiedy trauma powoli odpuszcza, masz siłę i przestrzeń, żeby zacząć walkę o siebie. O powrót do normalności, a potem... może kiedyś i do radości. Nie wiem jak jest potem, bo jestem na etapie otrzymania tej odrobiny przestrzeni na zrobienie czegoś dla siebie, czyli do zawalczenia o swój powrót do życia.


Sporo czytam, wyciągam z tego, co czytam dla siebie zdania, sposoby, słowa klucze.


Brak przywiązania do rzeczy to jeden z takich kluczy do mojego nowego życia. Czyli, że moje mieszkanie jest, bo jest, ale nie staram się widzieć siebie w nim za rok, dwa, przed śmiercią. Nie wiem, gdzie będę mieszkać i jak i nie przywiązuję się do tego. Na razie jestem wdzięczna, że mam to, co mam. Nowy samochód... straszny lęk o niego zmieniałam na myśl, że to samochód jest dla mnie a nie ja dla niego. Ma mi służyć jak rzecz, jak szklanka, kubek, czajnik. To, że jest większy i droższy, nie może spowodować, że stanę się jego niewolnikiem. I tak krok po kroku odczarowuję magię rzeczy w moim życiu.


Istnieją trzy niezwykle silne trucizny, wyniszczające od środka: nienawiść, zazdrość oraz iluzja – życie w oparciu o fałszywe przekonania. Owe trzy trucizny są razem odpowiedzialne za większość bólu i cierpienia, jakiego doświadczamy.


Staram się nie myśleć o nienawiści do złego człowieka. Ona jest we mnie, ale nie chodzi o to, żeby jej nie było, ale żeby nie zawładnęła mną, żeby nie zdominowała moich myśli, bo wtedy nie jego to zabije, tylko mnie.


Zazdrość nie tyle o rzeczy, co o brak traumatycznych sytuacji, niedoświadczenie życia z psychopatą i alkoholikiem, zazdrość o zdrowe podejście do życia, o wybranie do związku kogoś, kto jest dobry, wierny i pomocny. Z taką zazdrością muszę się mierzyć. I przyznam, że jest to trudne, kiedy widzę wkoło małżeństwa, które odcinają kupony od tego co całe życie inwestowali w swoje rodziny. A ja... wkładając sto razy więcej wysiłku niż te żony, dziś nie mam nic, a nawet mniej niż nic, bo uczę się żyć i oddychać. I to jest trudne pozbyć się tej zazdrości, ale ona nie powoduje, że coś zyskuję. Raczej, jeśli już, to tracę.


Iluzja. To coś, co potrafię najbardziej. Umiem stworzyć iluzję doskonałą i nią żyć i wierzyć w nią jako w prawdę. Taką iluzję tworzę od dzieciństwa. PO to, żeby móc kochać zaburzoną emocjonalnie matkę, a potem po to, żeby móc być w tych wszystkich związkach z zaburzonymi facetami. Ostatnio przyłapałam się na tym, że nadal żyję iluzją, że miałam takie cudowne życie, które straciłam. Muszę się zatrzymać i spojrzeć na to moje "cudowne życie", jakie ono było naprawdę. A i tak coś we mnie buntuje się, że przecież miałam prestiż, dom, samochód, wyjazdy zagraniczne i osobę towarzyszącą na zakupach. Głupie to myślenie iluzją. Nie dopuszcza, że dom był jak więzienie, gdzie zły człowiek katował moją duszę i psychikę. Że wyjazdy były okupione łzami wylewanymi w łazience, że prestiż był fałszywą fasadą życia z seksoholikiem i człowiekiem nie panującym nad sobą, nad emocjami.


Trudno odkłamać swoje życie. Trudno pracować nad sobą, kiedy przestrzeń rozwoju jest jeszcze niewielka. Kiedy potraumatyczne objawy są silne i wyłażą w najmniej spodziewanych momentach. Zmęczona jestem tą samotną walką. Ale póki żyję nie mogę się poddać. Teraz mogę liczyć tylko na siebie, a siebie przecież nie zawiodę.

wtorek, 21 listopada 2017

Żałoba, czas, czekanie

Nie da się przejść do życia dalej po traumie bez przejścia wszystkich etapów żałoby. To coś, czego nie przewidziałam. Nie pisała o tym Maja w książce "Moje dwie głowy", w zasadzie nikt o tym nie pisał. Wszystkie historie kończą się zazwyczaj na ucieczce, odzyskaniu swoich rzeczy, pieniędzy, dzieci i jakimś gdzieś rozpoczęciu życia. Każdy dokłada sobie tę magiczną formułę: I żyła długo i szczęśliwie.


Nie. to tak nie działa. Poniżej cytuję fazy żałoby. Tak, dokładnie trzeba je przejść. Najgorsze, co możemy zrobić, to zamknąć się w sobie, robić dobrą minę do złej gry i udawać, że nic się nie stało.


Staram się to przeżyć najlepiej jak mogę, najlepiej jak umiem. Ale czy ktoś może w ogóle umieć przejść to wszystko? Czy można nauczyć się przeżyć traumę i żyć po niej? Próbujemy, ale czasem kiepsko to idzie...




  • I. Faza szoku i zaprzeczenia. Z tym etapem spotykamy się tuż po dowiedzeniu się, że bliska nam osoba nie żyje. Siła oraz długość wstrząsu będzie zależeć od tego, jak bardzo byliśmy zżyci z osobą, w jakim wieku była ona była, czy umarła naturalnie czy też w nagłym wypadku. Często mamy poczucie odrealnienia, jakby to nie działo się naprawdę. Rzadko w tej fazie towarzyszy nam płacz i rozpacz. Raczej znajdujemy się w stanie otępienia. Często powinności pogrzebowe załatwiamy jak „maszyny”, wszystko robimy jakby automatycznie. Tak jakby ta sytuacja nie dotyczyła nas samych. Niektórzy potrzebują kilku minut, inni kilku dni, a jeszcze inni tygodni lub nawet miesięcy, by dotarła do nich informacja, że strata jest autentyczna

  • II. Dezorganizacja zachowania. Tu najczęściej pojawiają się trudności w sprostaniu codziennym obowiązkom. Sytuacje, które wcześniej były dla nas naturalne, obecnie potrafią nas wprawić w strach, w przerażenie. Często czujemy się nieporadni. Nasza aktywność zawodowa wyraźnie spada (i nie tylko zawodowa). Czujemy się bez energii. Często dochodzi do zaburzeń snu. Jedni mogliby spać na okrągło, inni mają problemy z zasypianiem. Dodatkowo mogą pojawić się zaburzenia łaknienia. Nasze myśli i emocje skoncentrowane są głównie na zmarłym. Czasami nawet budzimy w sobie nadzieje, że spotkamy zmarłego, że jego śmierć to tylko głupie nieporozumienie. Tej fazie często towarzyszy uczucie poczucia winy, poczucia krzywdy, izolowanie się od innych.

  • III. Złość/ bunt. Tutaj najczęściej odczuwamy różne rodzaje złości: na Boga, na los, na osobę zmarłą, na wszystkich i na wszystko. Swoja złość kierujemy na siebie bądź na innych. Często też odczuwamy zazdrość, że inni mogą się cieszyć szczęściem rodzinnym, a my już nie możemy. Zawiść również jest uczuciem, które może się w tej fazie pojawić.

  • IV. Smutek/ depresja. W tej fazie czujemy się dotknięci ogromnym smutkiem. Przepełnia nas żal i rozpacz. Nic nas nie cieszy. Czujemy się apatyczni i niezdolni do podejmowania wysiłku. Mamy ciągłe uczucie zmęczenia i wyczerpania. Nieraz mamy nieprzemożoną potrzebę snu. Zaniedbujemy siebie i rodzinę. Unikamy znajomych. Potrafimy większość wolnego czasu spędzać w łóżku. Tracimy apetyt. Zamykamy się w sobie. Często płaczemy. Czujemy się osamotnieni i niezrozumiani przez innych. Przyszłość widzimy w czarnych barwach. Nasze myśli skoncentrowane są głównie na zmarłym i na bezsensie życia.

  • V. Akceptacja/ pogodzenie się ze stratą. Powoli odzyskujemy aktywność oraz zainteresowanie życiem towarzyskim, rodzinnym, zawodowym. Nie rzadko podejmujemy nowe role i zadania życiowe. Temat straty nie wywołuje już w nas bólu. Czujemy się pogodzeni ze śmiercią bliskiej osoby.


Czas trwania każdej faz jest sprawą bardzo indywidualną. Nie ma wytycznych, co do długości ich trwania. Fazy mogą się przenikać wzajemnie, przeplatać. Nie można przejść do 5 fazy, nie doświadczając wcześniejszych etapów. Nie ma drogi na skróty. Nie można od tego uciec. Jedyne, co można zrobić, to starać się ją PRZEŻYĆ.


Dobrze jest mówić o swoich uczuciach, wyrażać je, mówić o swoim bólu. Osoby osierocone często potrzebują mówić o zmarłym. Dajmy sobie do tego prawo. Nie trzymajmy tego w sobie. Kiedy mamy potrzebę płakać – płaczmy, kiedy chce nam się krzyczeć – krzyczmy (jeśli mamy taką możliwość), jeśli chcemy się złościć – złośćmy się. Najgorsze, co możemy zrobić, to zamknąć się w sobie, robić dobrą minę do złej gry i udawać, że nic się nie stało.


Źródło: http://pomocpostracie.com.pl/etapy-zaloby

wtorek, 7 listopada 2017

Trzy filary nieszczęścia

Dziś o małym wycinku drogi mojego własnego rozwoju. A w zasadzie o drodze wglądu w siebie. Okryłam takie "trzy filary"  mojego nieszczęścia. Nie da się ich tak od razu przerobić, dać odpowiedź. To coś, nad czym próbuję pracować, zamieniając destrukcyjne myśli na właśnie wgląd w siebie. Trudno się to robi samemu, ale próbuję. Lepsze to, niż dać się pokonać lękom. Nie jestem szczególnie nastawiona na filozofię buddyjską czy tao, po prostu biorę to, co do mnie przemawia, z całego tygla rozwojowego, jaki jest do naszej dyspozycji we wszechświecie.


To ty mi to zrobiłeś…
...bo ja bardzo tego chciałam. Proces psychiczny manifestuje się w życiu zewnętrznym. A zatem wszystko, co mi się przydarza, jest wynikiem wypartych pragnień, również destrukcyjnych. Baczcie uważnie czy wasze lęki nie są ukrytymi pragnieniami, zwykł mawiać Zygmunt Freud.

Mam doła bo…
…to, czym udaję, że nie jestem, samo upomniało się o swoje prawa. To wszystko, czego nie potrafię zaakceptować… zostało wyparte do nieświadomości, żyje tam… chce żyć. I gdy tylko dostanie swoją szansę, zapanuje nad psyche i pochłonie energię oraz radość.

Samotność to…
…jedynie objaw niechęci, jaką mężczyzna we mnie darzy kobietę we mnie, najczęściej ze wzajemnością. Człowiek jest istotą psychicznie dwupłciową. W każdym żyje kobieta  i mężczyzna. I tylko przewaga jednej treści nad drugą, daje w efekcie płciowość. Wewnętrzna gra między tymi postaciami manifestuje się w życiu zewnętrznym konfliktem.

Źródło: http://dlaludzi.org/maciej-zbik-2/