Oto moja obecna szczęśliwa trzynastka, nad którą pracuję:
1. Cieszyć się małymi rzeczami. To teraz jest proste, bo wszystko cieszy, gdyż nie mam nad głową kata.
2. Podejmować decyzje i na bieżąco załatwić wszystkie sprawy, nie odkładać nic na później, żeby nie narzekać, że życie w pojedynkę jest takie trudne. To mi się udaje nawet z naddatkiem.
3. Dbać o to, żeby złość na złego człowieka wyrzucać w kosmos, a nie przenosić jej na innych ludzi. Mając świadomość, że czasem z ofiary można stać się dla kogoś katem, mając świadomość o kumulacji negatywnych uczuć, które niewyrażone przenosimy na innych ludzi, staram się na sesji terapeutycznej wyrzucać złość, nazywać ją, rozbrajać i być dobra dla ludzi.
4. Pilnować swoich granic i nie zwlekać ok. 10 lat z powiedzeniem komuś: „Stop, to mnie rani, nie zgadzam się na to”.
5. Uporać się z demonami przeszłości, które wepchnęły mnie w ten przemocowy związek, czyli: uwierzyć, że kobieta może być sama, może sama robić to samo, co mężczyzna, nie zwracać uwagi na stereotyp przekazany przez matkę: „Byle jaki, ale chłop musi być w domu, bo kto naprawi kran i co powiedzą ludzie”. Nie, mamusiu, krany naprawiamy same, a ludzie i tak mówią wiele złych rzeczy, z chłopem i bez. I w tym temacie zakupiłam szlifierkę do odnawiania mebli oraz wyjęłam wiertarkę i mam zamiar jej użyć
6. Kontrolować relacje, aby się zbytnio nie zaangażować w pomoc nie daj Boże jakiemuś toksycznemu człowiekowi. Czyli najpierw dbam o swoje potrzeby, a jak zostaje czas, mogę go poświęcić innym. Do tej pory rzucałam wszystko, jak mnie ktoś o coś poprosił (gdyż tak bardzo chciałam zasłużyć na miłość).
7. Zadbać o zdrowe odżywianie i zrzucić kilogramy, które nabyłam podczas zażerania totalnego stresu. To rzecz na po przeprowadzce. Obecnie nie mam czasu na zdrową kuchnię, zresztą żywię się na mieście lub w kuchni matki, która jest bardzo tradycyjna, ale nie mam wyjścia.
8. Sprawiać sobie przyjemności. Na przykład kupić sobie do mieszkania te rzeczy, które zawsze chciałam mieć, ale zawsze żal mi było wydać na to. Teraz mam kryzys finansowy, ale zaszalałam i kupiłam sobie jedną taką rzecz: serwantkę Halabali (to taki czeski projektant mebli z kochanego przeze mnie okresu meblowego art deco).
9. Przełamać lęk samochodowy. Kiedyś pędziłam po szosach jak rajdowiec. Z malutkim dzieckiem, bez lęku, po nocy, w borach nie borach, do Rzymu… Załamanie nerwowe i wyzywanie mnie za kierownicą przez złego człowieka spowodowało lęk przed jazdą samochodem (no tak dziwnie się porobiło). Teraz jeżdżę po mieście bez problemu, ale mam lęk przed pojechaniem dalej, który mam zamiar przełamać.
10.
Uśmiechać się do ludzi. To trudne, gdyż łapię się na tym, że mam bardzo smutną minę, jak się nie pilnuję. To wychodzi pewnie z głębi duszy… Ale uśmiech do kogoś, nawet przymuszony, powoduje, że i on się uśmiecha, więc mnie się robi tym samym lepiej.
11. Rozwijać w sobie miłość do ludzi bez potrzeby zasługiwania na czyjąś jednostkową miłość i bez potrzeby „mania” kogoś na własność. Czyli nie szukam na siłę drugiej połówki jabłka, gdyż sama jestem całym jabłkiem, inni ludzie też są całymi jabłkami, więc relacje powinny być równoważne, nie na zasadzie brakujących elementów.
12. Nie reagować na relacje z mężczyznami jak na zło konieczne. Nie popadać ze skrajności w skrajność. Oni są, co nie znaczy, że ja jestem po to, by spełniać ich oczekiwania. W relacjach z mężczyznami chcę osiągnąć taki kompromis: daję tyle siebie, żeby nie popłynąć, ale nie jestem jędzą, do której bez kija nie podchodź. To może być trudne, na razie nie mam potrzeby się tym zajmować. Wystarczą mi relacje z facetami w pracy.
13. Zadbać o swoją kobiecość. Po przemocy moje poczucie kobiecości jest bliskie zeru. Owszem, dbam, ubieram się, kosmetykuję… Ale robię to mechanicznie, tak na zasadzie, że mam to wpisane w etat, że muszę wyglądać, ale wewnątrz kobiety nie ma. Pustka. I nad tym chcę popracować na terapii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz