niedziela, 16 kwietnia 2017

Szantażyści związkowi

fe2ea9836e04


Cztery typy


Susan Forward, terapeutka, autorka kultowych książek o wszystkich toksycznych relacjach, pisze też o szantażystach związkowych. Razem z dziennikarką Donną Frazier w bestsellerowym poradniku „Szantaż emocjonalny” rozpracowuje sylwetki szantażystów – osób, które okazują nam uczucia, uwagę, gdy postępujemy w myśl ich zasad oraz odrzucają, gdy postąpimy inaczej niż tego pragną. Wyróżnia:


 




  1. Łatwo wpadającego we wściekłość prokuratora, który sięga po najmniej subtelne techniki – „sprzeciwisz się, to Cię wydziedziczę”, „zrobisz tak, to się obrażę i tyle będziesz mnie widziała”, „albo robisz tak, jak ja chcę, albo do widzenia”, „rób, co mówię, bo jak nie, to…”.

  2. Na drugim miejscu wymienia biczownika, który zrzuca na Ciebie całą odpowiedzialność i występuje z pozycji dziecka, które nie ma wpływu na swoje życie – „przez Ciebie się rozchoruję…”, „jeśli nie zrobisz tego, skończę z sobą”, „zepsułaś mi humor, to Twoja wina. Mówiłam, że masz zrobić inaczej… Co to za wyskoki”.

  3. W kolejności podaje cierpiętnika, który postępuje trochę podobnie do biczownika, ale w bardziej subtelny sposób: „jak mam się czuć, skoro wszystkie dzieci o mnie zapomniały, umarłabym tu i nikt, by nawet tego nie zauważył…”, „to ja dla Ciebie tak się poświęcam, a Ty nie jesteś w stanie nawet tego zrobić…”.

  4. Na końcu przedstawia kusiciela, który może postępować idealnie, właściwie, a nawet ponadprzeciętnie, rozpieszczając drugą osobę – ofiarę, ale w zamian za coś. Wygląda to miej więcej tak, że w okresie, gdy mu szczególnie na czymś zależy, staje na rzęsach, by pokazać Tobie, ile mu zawdzięczasz. Oczywiście nie bezinteresownie. Kusiciel buduje sobie grunt, który ma Cię zmiękczyć i uniemożliwić Ci postąpienie zgodnie z własnym sumieniem czy planami.


 


Czasem jeden typ używa metod z nie swojej kategorii, jednak przewaga zachowań świadczy o przynależności do jednego z typów. Najczęściej występującymi agresorami rodzinnymi, od których kobiety chcą się uwolnić, choć często się boją, są prokuratorzy.


 


Mój własny osobisty prokurator


 „Na wakacje jedziemy do Turcji. Wykupiłem już wycieczkę na lipiec” – komunikuje twój partner. „Dlaczego zadecydowałeś sam?”, dziwisz się. I dodajesz: „Nawet nie spytałeś mnie o zdanie, ja nie mam ochoty tam jechać!”.


Wtedy on atakuje: „A może choć raz pomyślałabyś o mnie? Cały rok tyram, żeby tobie i dzieciom niczego nie brakowało. I nawet urlopu nie mogę spędzić tam, gdzie chcę! Inna by się cieszyła, ale ty zawsze masz jakiś problem. Wszyscy u mnie w firmie stale jeżdżą gdzieś, tylko ja marnuję życie przez ciebie. Zastanów się nad sobą”.


Pary każdego dnia negocjują ze sobą: dokąd pojadą, gdzie spędzą wieczór, jaki film obejrzą. Na ogół osoba, której bardziej na czymś zależy, wygrywa, bo druga chce jej ustąpić. Istnieje jednak rytm dawania i brania: raz ulegasz ty, a raz partner. Jednak w związku z szantażystą władzę ma tylko jedna strona. A nawet jeśli pozornie robicie to, co ty chcesz, to obrywasz za to w dwójnasób, tak że następnym razem nie będziesz mieć już ochoty robić to co lubisz.


Ja, od dziecka miłośniczka roślin i ogrodów, zdrowie i serce wkładałam najpierw w ogródek działkowy, a potem w ogród przy naszym małym, białym wymarzonym domu. Do czasu, kiedy on nie obrzydził mi tego ogrodu na tyle, dopóki nie zgnoił mojego hobby i poświęcenia tak bardzo, że zaczęłam myśleć jak on: ogrodnictwem zajmują się stare wyliniałe, nudne baby. Fajne kobiety zostawiają wszystko i latają na Kubę, na Bali, do Australii. Obowiązkowo wylatują na wszystkie święta, bo spędzanie świąt ze starymi dziadami (czytaj rodzicie i rodzina) przy stole i telewizorze jest dla nudnych, tępych ludzi.


Skąd taka zmiana? Ano od jednej foki z tej samej korporacji, która nie wiedzieć czemu zagięła parol na mojego onego i postanowiła uczynić w jego życiu nowobogackie oświecenie. Jak widać po tym, co stało się dalej: skutecznie. Myślę, że ona do dziś nawet nie wie, jak bardzo skutecznie!


I ja czułam się jak stara, nudna baba, bo tęskniłam do prac w ogrodzie, do spokojnych świąt rodzinnych... Aż któregoś dnia uciekłam. Uciekłam przede wszystkim od onego. A w konsekwencji porzuciłam mały biały domek, ogród oraz psa. Kiedy uciekasz, musisz wliczyć straty w koszty. Nie oglądać się za siebie i starać się nie żałować.


Do ogrodów mam wciąż uraz, gdyż musiałam porzucić mój ukochany ogród na zawsze. Natomiast kontakty z rodziną i bliskimi pielęgnuję i cenię sobie bardziej niż jakieś nowobogackie wyjazdy zagraniczne.


Wracając do typów szantażystów, to opisany typ to tzw. prokurator. Oznajmia, czego oczekuje, a potem rzuca oskarżenia. Jest mistrzem propagandy. Wszystkie swoje samolubne zachowania (przedłużone delegacje, samodzielne podejmowanie decyzji, zakupy bez konsultacji, planowanie waszego życia ekonomicznego i właściwie wszelkie planowanie) tłumaczy twoim dobrem. Przecież wszystko robi dla ciebie! Zaharowuje się, pada ze zmęczenia. Często bazuje na twoim poczuciu wdzięczności: „Wiele kobiet dałoby się pokroić za takie warunki, ale ty niczego nie doceniasz. Przyzwyczaiłem cię do wygody”. Ja ciągle słyszałam, gdy oponowałam na jego pomysły: „Za dobrze ci, w dupie ci się poprzewracało”. Trochę to było dziwne zważywszy na fakt, że sroce spod ogona nie wypadałam, posiadałam włsne dobra i mieszkanie oraz samochód przed tym, jak poznałam onego i mam wcale niezgorsza pracę. Ony zaś jak go poznałam miał jedną torbę ubrań i... to wszystko.


A jeśli w waszym otoczeniu znajdzie się jeszcze jakąś foczka, która pasuje do jego wyobrażeń o nowoczesnym życiu na wysokim poziomie, to nie omieszka ci dokuczyć, stawiając ową fokę za wzór cnót wszelakich, kobiecości i nowoczesności. Wtedy możesz usłyszeć słowa, które ja usłyszałam jakieś kilka dni przed ucieczką: „Ty foce (tu oczywiście imię rzeczonej) nie dorastasz do pięt!”. Przegrałaś.


Czy naprawdę uwierzyłaś, że przegrałaś? Nie! teraz rozpocznie się najważniejsza runda twojego życia. Walka o siebie. Tylko że to ma być przemyślana, strategicznie opracowana walka.


 


Taktyka walki


Pierwsze i najważniejsze to: nie negocjować z pozycji zależnej. Nie ma żadnego dobrego sposobu na ujarzmienie przemocowca, żeby resztę życia był łagodnym barankiem. Dlatego, jeśli widzisz, że jesteś z kimś takim i szantaż jest chlebem powszednim waszego związku, a ty chodzisz wciąż podenerwowana, ze ściśniętym żołądkiem i wolałabyś nie wracać z pracy lub chciałabyś, aby on nigdy z niej nie wrócił... A weekendy, wakacje przyprawiają cię o cierpnięcie skóry na głowie, bo 24 h razem, to mnóstwo czasu na to, żebyś po raz pierdylionowy okazała się niewdzięczna i nic niewarta... To jedynym sposobem na takie objawy jest rada: Uciekaj!


Tylko na odległość masz szansę, aby zacząć rozmawiać z nim jak równy z równym. Bo fakt, że uciekniesz od niego i nigdy nie wrócisz, nie oznacza, że on da ci spokój. O nie! Dopiero wtedy spuści wszystkie psy gończe, jakie kiedykolwiek posiadał, w jakie wyposażyła go natura czy jakie odziedziczył w genach po mamusi i tatusiu (założę się, że rodzice rzeczonego to jawna lub ukryta patologia).


Dopiero wtedy w całej krasie poznasz, z kim byłaś. Nie zawaha się użyć wszystkich argumentów, aby cię poniżyć, zniszczyć, zdeprecjonować twoją osobę przed innymi. Dlatego uciekając, nie zapomnij zabrać: wszystkich dokumentów swoich i dzieci oraz aktów prawnych, które będą potrzebne do ewentualnej sprawy rozwodowej. Wszystkich pamiętników, listów, zdjęć, zwłaszcza tych z poprzednich związków lub jakichś, które mógłby wykorzystać. Serwisów, obrusów po babci, pamiątek. Pamiętaj: możesz już nic nie odzyskać. A to, co zostawisz, może być zniszczone.


Jeśli jednak zostawiłaś coś, czego nie powinnaś, możesz próbować to odzyskać. Zależy, jak będą wyglądać wasze stosunki po. Tylko pamiętaj, jeśli coś chcesz odzyskać, powiedz o tym mimochodem, najlepiej uczyń ważną inną rzecz (która dla ciebie nie ma żadnego znaczenia), a tę, która ma, uczyń nieistotną. Jeśli wyczuje, że bardzo ci na czymś zależy, ta rzecz dla ciebie przepadła.


Ja niestety zostawiłam coś z rzeczy dla mnie ważnych, cennych. Zostały przez nieuwagę. Mam wrażenie, że on parkiet wyrywał, żeby coś na mnie/po mnie znaleźć, bo zwyczajnie też by nie znalazł. Nie pozostaje mi nic innego, jak udawać, że mnie to nie interesuje i jednocześnie stanowczo, ale spokojnym głosem stawiać pytanie, kiedy odda tę rzecz, gdyż ona nie należy do niego.


Kiedy już jesteś w bezpiecznej odległości, możesz wybrać dwie zasady, w zależności od twojej sytuacji życiowej:


 




  1. Zero kontaktu (tylko dla tych, które wszystko zabrały, nie mają ślubu, wspólnego mieszkania, kredytu i dzieci).

  2. Kontakt konkretny w sprawach ustaleń dotyczących rzeczy, mieszkania, kredytu, dzieci, rozwodu.


 Punktu 1 nie ma sensu rozwijać. Zero kontaktu to zero kontaktu. Nie odbieramy telefonów, SMS-y wyrzucamy do kosza przed otwarciem, maile kasujemy i od razu opróżniamy kosza, nie chodzimy wystrojona do tych sklepów i miejsc, gdzie możemy go spotkać, nie podajemy adresu zamieszkania. W razie potrzeby zmieniamy numer telefonu i kasujemy profile na FB czy NK. Jeśli jednak znajdzie i nęka to zapoznanie się z miejscowym dzielnicowym lub w prazie wątków ostrzejszych z prokuratorem


 Punkt 2 ma dwa rozwiązania: szczęśliwsze i mniej satysfakcjonujące.




  1. Szczęśliwsze jest wtedy, kiedy łączą cię z nim „tylko” sprawy majątkowo-małżeńskie. Załatwiajcie je polubownie (wtedy kiedy to jemu będzie się opłacać; radzę zgodzić się na jakieś straty finansowe, brać, co daje, dobrze z prawnikiem popatrzeć, co się podpisuje, i wiać) albo sądownie (czasem nie ma wyjścia i im szybciej, tym lepiej, bo może to potrwać, bo zwlekając, druga strona może narobić więcej szkód; najważniejsza jest rozdzielność majątkowa, żeby nie okazało się, że mamy zamiast jednego dwa lub trzy kredyty na głowie).


 




  1. Mniej satysfakcjonujące jest wtedy, kiedy mamy wspólne dzieci. Tu łączność z rzeczonym będzie niemal dożywotnia. Jednak jest szansa, że nie będzie. Czasem kobiety walczą jak lwice o to, żeby wyeliminować takiego agresora przede wszystkim z życia swojego, a przez to i dziecka. To zła metoda. Gdyż głównym powodem jego walki o dziecko nie jest samo dziecko, ale ty i chęć dopierdzielenia tobie. Czasem bez powodu. Sama walka z tobą jest pokarmem dostarczającym mu energii do życia.


Dlatego nie walcz. Choć to bardzo boli, zgadzaj się. Spraw, żeby miał poczucie, że wcale nie zależy ci na tym, żeby nie kontaktował się z dziećmi. Nie pokazuj mu, jak bardzo je kochasz. Wiem, że wyda ci się to trudne lub nienormalne. Ale niestety masz przed sobą zaburzonego przeciwnika. Normalnymi metodami sama sobie wykopiesz grób. Wiem, co mówię, bo przez 10 lat zdarłam sobie gardło i serce próbując tłumaczyć, co czuję. Jak do drewna. Kiedy pojęłam, że mam do czynienie z egoistycznym kawałem drewna, które nigdy nie zrozumie, co ja czuję, bo nawet nie ma ku temu narzędzi, od razu się otrząsnęłam. Przestałam wyć, płakać, błagać. Zaczęłam sprytnie negocjować. Spokojnie, monotonnie, jak zdarta płyta.


Dlatego musisz przed nim zagrać nieczułą matkę. Wtedy, kiedy on zobaczy, że to nie jest coś, na czym ci aż tak zależy, odpuści. W efekcie może nawet nie będzie przychodzić na spotkania z dziećmi. Bo jemu na dzieciach nie zależy aż tak, jak na nim samym. A dzieci jemu samemu do niczego potrzebne nie są. Przypomni sobie o nich, kiedy będzie stary, nie będzie dostawał emerytury, bo z własnego nieróbstwa i lenistwa nie będzie miał wyrobionych lat pracy, to wtedy powoła je do sądu o alimenty. Tak, znam takie przypadki ojców trutniów. Dwa takie przypadki znam. Ojciec nierób, leser, truteń pozywa do sądu dzieci. Ale wtedy dzieci są dorosłe, a jeśli wychowają się bez trutnia, to nauczą się asertywności i walki o siebie samych bez sentymentu do oprawcy, więc nie martw się zawczasu.


 


 Cierpliwość


To ważna cecha, w jaką musisz się uzbroić. To bardzo trudne. Jesteś kłębkiem nerwów, ledwo się hamujesz, żeby nie atakować dzieci, swoich rodziców, innych ludzi w pracy. To oczywiste, że jesteś kłębkiem nerwów. Jeśli jest z tobą tak źle, to dla własnego dobra zainwestuj w wizytę u psychiatry i w terapię u psychologa. Musisz się opanować. Pomieszkanie około miesiąca bez agresora powinno cię wzmocnić i spowodować, że nie będziesz się już go tak bać.


Musisz uzbroić się w cierpliwość. Wszystkie swoje żądania wypowiadaj spokojnie, jako prośby. Musisz wyrobić w nim poczucie, że to on w swojej dobroci coś dla ciebie zrobi, a nie że zrobi to pod wpływem twojego rozkazu. Tego nie zrobi. Jeśli raz coś ci obieca, ty naostrzysz sobie już zęby, że jedno udało ci się wynegocjować, pamiętaj, że on może jeszcze sto razy zmienić zdanie. Tak chce cię sprowokować do kłótni, z której będzie czerpał złą energię potrzebną mu do życia jak tlen. Nie okazuj mu zdenerwowania. Powtórz spokojnie jak się umówiliście i że jest człowiekiem honoru, więc nie wyobrażasz sobie, żeby postąpił inaczej.


Nawet jak ci będzie mówić, żebyś nie brała go pod włos i że nie nabierze się na twoje gierki, ty nadal powtarzaj jak zdarta płyta, spokojnie, że tak się umawialiście. Nie daj się sprowokować. Masz mu powiedzieć spokojnie i uprzejmie, że umówiliście się na coś i byłoby ci bardzo miło, gdyby dotrzymał słowa, bo jest człowiekiem honoru. Tak, wiem, wszystkie uciekające wiemy, że czego jak czego, ale honoru to oni nie mają za grosz, ale uwierz, że to stare powiedzenie: Pięć minut wstydu i całe życie szacunku jest w tym wypadku jak najbardziej na miejscu.


Zasługujesz na szacunek. Samej siebie do własnej osoby i wszystkich innych osób. Każdy, kto próbuje ci szacunek odebrać lub mówi, że na niego nie zasługujesz, zasługuje na to, aby zrobić jeden wielki wypad z twojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz