wtorek, 25 października 2016

Czekanie na łabędzia, czyli jestem gruba, przeciętna i zmęczona

ceb5224f139f06aaf14e7af1e3fd8ee0

Znacie też to? Ładna, zadbana koleżanka, kobieta z kolorowej gazety, z ulicy, z programu TV... I ja. Kopciuszek. A czasami wręcz kopciuch. A przecież dbam o urodę, fryzjer, makijaż, stylizacja... A wciąż jestem jak ta drugiej kategorii.


Jakieś 20 kilo temu byłam nie tylko w depresji. Miałam rozmiar jak te wszystkie kobiety, do których wzdycham 3/4 życia, pomstując na geny po matce i ciotkach, i marzę, że ja jeszcze pokażę światu! A jednak nic się nie zmieniło. Koleżanki nie piały z zachwytu, faceci nie rzucali się na mnie na ulicy. Mój M. nie kochał mnie bardziej. Jak na ironię właśnie wtedy zaprzyjaźnił się bliżej z koleżanką z pracy... O co więc chodzi?


W życiu każdej kobiety musi przyjść moment pogodzenia się z własnym wyglądem i stylem. Po prostu nigdy nie będę śliczną seksualnieoptyczną blondynką, nawet gdybym była chudsza i założyła te same ciuchy, co sexy koleżanka. Wyglądam jak wyglądam, chociaż nieraz próbuję użyć magicznego zaklęcia, wpatrując się w lustro i powtarzając w myślach: Jesteś piękna, księżniczko.


Czas na pogodzenie się z tym, że nigdy nie byłam i już nie będę tak urocza i tak pociągająca jak dziewczyna ze zdjęcia powyżej. Trudne. Do dziś pamiętam słowa mojego faceta sprzed 20 lat, który mi powiedział w przypływie szczerości: "Mógłbym mieć te piękne kobiety, a ja kocham ciebie". Do dziś on, gdyby tylko pamiętał te słowa, byłby pewien, że powiedział mi największy komplement na świecie. A ja do dziś pamiętam tę porażkę. Nie usłyszałam wtedy, jak bardzo on mnie kocha, tylko jak bardzo już nigdy nie będę TAKĄ kobietą.


Jestem pospolita. Mogę mieć nie wiem jak piękną duszę, nie wiem jak wielką wyobraźnię, nie wiem jak głęboką inteligencję. Każdy facet w moim towarzystwie obejrzałby się łakomie za TĄ.


Praca nad sobą znieczuliła mnie na tę prawdę na tyle, na ile mogę spokojnie i pewnie żyć, nie zadręczając się tym. Uważam, że nie ma sensu wmawianie sobie, że jestem pięknością. Lepiej zaakceptować prawdę i żyć dalej. W końcu to, ile mam seksapilu, nie świadczy o mnie, tylko o Bogu, który tak mnie stworzył. Niech ON się rumieni, że coś mu nie wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz