Zawsze, ilekroć ktoś mówi o opiece nad umierającym, o braku empatii i przyzwoitości tych bliskich, którzy nie poświęcają choremu wszystkich sił i czasu, pytam taką osobę: Towarzyszyłeś kiedyś w życiu ciężko choremu w jego odchodzeniu?
Nikt, kto nie doświadczył tego, nie ma pojęcia o czym mówi. Moja psychika siadła między innymi dlatego, że półtora roku przed załamaniem nerwowym pożegnałam kogoś bliskiego, komu towarzyszyłam ponad rok. I od razu napiszę, że gdybym miała zrobić to jeszcze raz, to nie wahałabym się. Jednak teraz, gdyby zdarzyło mi się takiego, kiedy już wiem, jaka to może być cena, starałbym się ograniczyć swoje emocje, ile się da i na pewno skorzystałabym z pomocy bliskich oraz specjalistycznej.
Nie, nie jestem osobą, która nie kocha. Tak, kocham bardzo, dlatego nie mogę pozbawiać jednych bliskich mojej obecności z powodu innych bliskich. To trudne, bardzo trudne. Jednak człowiek nigdy nie powinien pozwolić sobie na przekroczenie granic stabilności swojej psychiki. Ani komuś, ani tym bardziej samemu sobie.
Dlatego nie oceniajcie pochopnie tych, którzy nie poświęcają życia osobie ciężko chorej. Wystarczy, że się nią opiekują, nawet jeśli z pomocą ośrodków medycznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz