wtorek, 5 stycznia 2016

Mniej dla siebie, więcej dla innych

Pierwszy miesiąc nowego roku skłania wszystkich do podejmowania wyzwań. Minimalistki prześcigają się w listach rzeczy, które postanawiają ograniczyć, uporządkować, zminimalizować wokół siebie. No właśnie! Wszystko kręci się wokół tego magicznego "ja".


Odkąd czytam o minimalizmie i poznaję różne działania minimalistyczne, nurtuje mnie jedno. Czy minimalizm nie jest współczesną wersją egoizmu, a jak ktoś jest wyższej półki finansowej, to czy nie jest tak, że minimalizm równa się snobizm? A może minimalizm powinien znaczyć: mniej dla siebie, więcej dla innych?


Odnoszę wrażenie, że jak minimalista robi coś pozornie dla innych, to robi to tak naprawdę tylko i wyłącznie dla siebie. Bo co znaczy oddawanie zbędnych ciuchów, których mamy za dużo? Czy to znaczy, ze chcemy obdarować nimi kogoś z dobrego serca? Że chcemy wesprzeć dziewczynę, która nie zarabia tyle, co my, a chciałaby się ładnie ubierać? A skąd! To znaczy tylko tyle, że mamy w szafie 5 sweterków dobrej jakości zamiast dwóch bardzo dobrej! Że mamy w szafie 5 sukienek każda po 700 zł, zamiast dwóch, każda po 5 tysięcy! Ot i cała otoczka minimalistycznej filozofii życia opadła. To takie uprawomocnione, zfilozofowane snobowanie i piękny sposób na rozgrzeszenie się z materializmu.


Kiedy sto lat temu trafiłam na kilkudniowe spotkanie AA, byli to Anonimowi Seksoholicy, byłam bardzo zdziwiona, że jest na nim sporo anorektyków, czyli ludzi, którzy unikają seksu, kontaktów fizycznych. Myślałam sobie w pierwszym odruchu, co oni u diabła tu robią?! Kto jak kto, ale oni chyba nie mają problemu z seksem. Przecież każdy seksoholik chciałby mieć taki hamulec jak oni...


Szybko jednak dotarło do mnie, że ci ludzie mają tak samo problem z seksem jak seksoholicy, tylko w innym wymiarze, powiedziałabym, że w drugą stronę. Inny problem, ale jednak problem! Ich obecność w AA jest jak najbardziej na miejscu.


Teraz dostrzegam, że minimalizm może być drugim biegunem tego samego uzależnienia, którego skrajną postawą jest zakupoholizm. I tu, i tu skupiamy się na rzeczach, wręcz obsesyjnie. Mamy z nimi problem. I tu, i tu wszystko kręci się tylko wokół "ja". I tu, i tu przydałoby się zdrowe odreagowanie i stanięcie w prawdzie własnych zaburzeń oraz dostrzeżenie, że są wokół nas inni ludzie, którym jesteśmy winni z siebie coś więcej niż wielkopańska łaska.


Postanawiam więc, że mój minimalizm AD 2016 będzie znaczył mniej dla siebie, więcej dla innych. I nie mam zamiaru bezmyślnie rozdawać swego skromnego majątku czy uczuć, żeby się zajechać dla innych, ale zacznę od okazywanego szacunku, wyrozumiałości, cierpliwości, zrozumienia, dobroci, wiary w dobro w człowieku i umiejętności powiedzenia mu nie i wymagania, kiedy tego będzie wymagać sytuacja. Potem dołączą do tego rzeczy materialne. Bo one dla mnie są na końcu tego łańcucha rzeczy do spełnienia.


No i niech się darzy w 2016 wszystkim, którzy nigdy na tego bloga nie trafią, gdyż nigdy nie wiem, jak to się robi, żeby jednak trafili :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz