Minimaliści to trochę tacy asceci, jak w średniowieczu, tylko że bardziej nastawiają się na przyjemność dla ciała i ducha oraz korzyści niż na umartwienie. Ale jednak asceci.
Ja rozróżniam ludzi, którzy żyją ascetycznie, na tych, co mają na względzie, ogólnie rzecz ujmując, rozwój duchowy, ćwiczenie różnych cnót itp. (tych znam jednostki) oraz tych, co do których użycie słowa "ascetyczny" jest sporym eufemizmem, bo tak naprawdę są to ludzie po prostu skąpi. Tacy, którzy wiecznie oszczędzają na sobie i na wszystkich wkoło. Bo nie chodzi tu o brak środków do życia, tylko o zwykłą chytrość i tzw. węża w kieszeni. Tacy ludzie mają zazwyczaj bardzo bogate konta w banku, ale chodzą w dziurawych skarpetach, na noc podstawiają garnek pod kapiący kran, bo do rana się napełni, a licznik przy kapaniu się nie ruszy albo potrafią wyszukać, gdzie w mieście jest najtańsze masło i t am po nie pognać... no i wszystkim wokoło biadolą, jak to im ciężko.Mam na nich alergię, bo sami nie potrafią cieszyć się życiem i potrafią odebrać radość swoim bliskim.
Lubię minimalizm i ascezę, które służą rozwojowi duchowemu i zbliżają do drugiego człowieka, inspirują potrzebę dawania innym, nie tylko sobie. Nie lubię minimalizmu i ascezy wynikających ze skąpstwa, chytrości i zazdrości, które nie przyczyniają się ani do rozwoju chytrusa, ani tych, co go otaczają. Dlatego, jak ktoś mówi, że od zawsze był oszczędny, to jestem ostrożna i mam ochotę zapytać: A kiedy ostatnio dałeś coś komuś bezinteresownie? Pod każda idee bowiem "podłączają" się ludzie, którzy bardziej niż tej idei potrzebują pomocy i terapii.
Uważam, że nie wystarczy ograniczać się w czymkolwiek, że nie tylko to jest ważne. Równie ważne jest to, co robimy z tym, co nam zostaje po tym ograniczaniu. To taka ładna zasada:
Pieniądze szczęścia nie dają. Daje je ich wydawanie. Wydawanie na rzeczy dobre.
Dlatego każdego minimalistę zapytałabym nie o to ile nie ma, tylko o to, co robi z tym, co zaoszczędził. Czy potrafi to wydać na własny rozwój, na rozwój swoich bliskich, na pomoc tym, którzy naprawdę potrzebują. Wszystko zależy od tego, po co to robimy i co to daje nam i tym, którzy są wkoło nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz