Utkwiły mi w pamięci słowa mojej koleżanki, które wypowiedziała przy którymś spotkaniu ostatnim. Gdzieś to było w greckiej knajpce między zupą a gołąbkami ryżowo-winogronowymi. Powiedziała, że bardzo lubi w życiu taki dreszczyk, co będzie dalej, co się staniem wydarzy w życiu. I tymi słowami przywołała w mojej pamięci stan, który dobrze znałam. Z tamtego życia, bo nie z tego. Taka niepewność, podekscytowanie. nawet kiedy nie było dobrze, kiedy na tapecie było coś niemiłego, jakieś rozstanie, coś się kończyła, coś nie wyszło... Pojawiał się ten dreszczyk przygody. Jak promyk słońca przebijający się w pochmurny dzień i zwiastujący jednak odrobinę radości.
Boże, czemu dziś jestem innym człowiekiem? Jak to w ogóle możliwe, żeby w jednym życiu być nagle tak innym człowiekiem. Inaczej czuję, inaczej postrzegam świat, ludzi, mam inny stosunek do wszystkiego. Począwszy od pieniędzy po bezpieczeństwo. Wszystko jest inne. Nawet siebie widzę inaczej. Fizycznie. Patrzę na siebie w lustrze i widzę inną osobę niż kiedyś.
Psychika to jednak przerażająca rzecz. Życie nie jest takie jakie jest. Jest takie, jakie przefiltruje je psychika. Owszem, w moim przypadku bardzo duża rolę w tym dramacie odegrali ludzie. Wokół mnie jest za mało ludzi, a ci, co są, są popaprani. Każdy ciągnie mnie w swoją stroną. Każdy karze emocjonalnie, jeśli idę w inną stronę. Efekt jest takie, że cierpię i będę cierpieć do śmierci. Już to wiem. Nie napawa mnie to optymizmem, ale o optymizm w moim obecnym życiu i tak nie ma co się bić. Po prostu go nie ma. Są tylko chwile, kiedy mniej boli, kiedy z jakiegoś błahego powodu pojawia się uśmiech i kiedy przestaję myśleć na godzinę wstecz i do przodu. Czyli kiedy jestem dokładnie tu i teraz, sama ze sobą. Tylko wtedy czuję się nieco bezpiecznie.
Mam żal do Pana Boga. Bo ja już dużo w życiu zniosłam. Przeciwności. Ludzi. Kłamstw. Cierpienia. A to teraz to już za dużo, jak na jedną zwykła głowę człowieczka. Dlatego, Panie Boże, mam do Ciebie żal, żeś tak bez pardonu zwalił mi na głowę cały świat. I ok, no dobra, zwaliłeś. Ale mógłbyś go już przecież nieco podnieść! Mam dość liczenia oddechów, czy jeszcze żyję. Daj mi wreszcie pożyć normalnie. Ten dramat nie może się tak bezsensownie ciągnąć. To albo mnie stad zabierz, albo pozwól żyć i zrobić jeszcze coś dobrego!
To ja, nie zapominaj o mnie! Jestem tu! Wołam! Pomocy!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz