To podobno cię wzmocni. Ta maksyma przechodziła w moim życiu różne fazy. od obojętności, po przyznanie jej racji, potem była totalna negacja, złość i niewiara. A teraz jestem na etapie: Jeśli przeżyję to, co przeżywam, i nie popełnię samobójstwa i nie zejdę nagle, bo mnie szlag trafi, to chyba nic mnie już nie ruszy.
Przez moje życie przetacza się walec. Walec relacji rodzinnych, koleżeńskich, związkowych. I ten walec nie wyrównuje nierówności, ale kosi je bezlitośnie na miazgę. Poszła pod topór relacja z matką (z ojcem to była reakcja niezamierzona, no bo jak matka, tak ojciec), potem poszła relacja z córką. W sumie to już od dawna wisiało to w powietrzu. Właściwie od dnia, kiedy moja 5-letnia córka poszła do babki zapytać, czy mama ją dobrze ubrała. Wtedy zrozumiałam jedno: jak najszybciej uciekać z tego toksycznego domu i od toksycznej matko-babki. Ale potem okazało się, że to nic nie dało. 8-letnia dziewczyna była tak nasączona babką, że wisiała z nią na telefonie, jak tylko ja nie widziałam i uprawiały tam tę swoją czarną magię. A właściwie uprawia ją moja matka na mojej córce. Efekt jest taki, że dziś moja 21-lenia córka ma mnie totalnie w dupie i uważa mnie za gówno.
Jaki jest mój największy problem? Że ja nadal przychyliłabym i jednej i drugiej gwiazdkę z nieba. Że przeszłam załamanie nerwowe, a żadne z nich mnie nie wsparła ani jednym dobrym słowem. Że jestem od roku na prochach, bo tylko tak mogę jakoś funkcjonować. Że nie umiem powiedzieć im, że mam je gdzieś, tak jak one zrobiły wobec mnie. Że nie potrafię zabrać się z M. i wyjechać gdzieś na święta, tylko staram się, sprzątam, gotuję, urządzam, a wszystko po to, żeby jedna czy druga mi święta spierd....
Trudno jest żyć, jakby się nie miało córki i jakby się nie miało rodziców, kiedy się wie, że oni żyją i wcale nie tęsknią. Trudno się dorasta w popieprzonej rodzinie i trudno się z takiej rodziny wyrasta. W zasadzie nie wyrasta się nigdy. To popieprzenie zostaje w nas na zawsze. Może trochę maleje wraz z większą dawką tabletek.
Moje życie to jedna wielka iluzja. Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że zaczyna się ona dziś. Bo wszystko, co było przedtem, co mnie tworzyło, co sprawiało, że chciało mi się wstać rano i coś robić... To nie istnieje.
Dziś mam inny dom, inny świat, innych ludzi wkoło. Bardzo trudno jest w jednym życiu przeżyć jakby dwa, oddzierając się od tego co było i idąc dalej w zupełnie inny świat. Ale tak czasem trzeba, bo mam wpływ tylko na swoje Zycie, na innych takiego wpływu nie mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz