Przestaje obchodzić powoli wszystkich. Dziwne. Kiedy komukolwiek z moich bliskich było cokolwiek, zarywałam wszystko, żeby ich "wyleczyć". Ja nie obchodzę już nikogo.
Rodzice chcą spokojnie umrzeć i umywają ręce od mojego samopoczucia.
Córka uważa, że zasłużyłam sobie na to, zresztą i tak uważa, że osoby takie jak ja nie powinny żyć.
Mój M. nie chce słyszeć o mojej chorobie, bo to żadna choroba, mam się wziąć w garść i przestać brać te tabletki.
Mój psychiatra na informację, że po nowych lekach mam ciśnienie 160/102 powiedział mi, że się spieszy i że nie ma mi nic więcej do zaoferowania i odłożył słuchawkę.
Mój psycholog mówi, że nie ma dla mnie żadnej dobrej recepty na moje problem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz