Od osób, które wiedzą, że mam nerwicę, słyszę czasem pytanie: Ale ty mi powiedz, jak to jest? Co ci jest? Jak to się dzieje?
Nerwica to nie jest stan, że ktoś się ciągle denerwuje lub że denerwuje się i go paraliżuje np. przed maturą, rozmową z szefem o podwyżce czy podczas stłuczki samochodowej. Kiedyś ja też tak tak rozumiałam nerwicę. Że ktoś musi się denerwować więcej niż ja. Teraz już wiem, co to jest nerwica. To jest wtedy, kiedy twoje myśli, twój mózg jakby narzuca ci, co masz myśleć, a są to same czarne myśli, że jesteś ogólnie do d. i że wszystko, co zrobisz, jest g. warte. I jeszcze ten mózg za twoimi plecami podszeptuje ciału, żeby robiło jakieś dziwne rzeczy: a to zdrętwienie nóg, a to nogi z waty, pot zimny na karku, bóle itp. Jeden wielki koszmar. Bierzesz tabletki, niby lęk mniejszy, ale znów czujesz, że nie jesteś sobą. Czujesz siebie, jakbyś dotykał przez gumową rękawiczkę. Najpierw próbujesz walczyć ze sobą o siebie, potem się powoli poddajesz i popadasz w stany depresyjne, potem wiesz, że szybko z tego nie wyjdziesz, więc przestaje ci się chcieć żyć. Zaczynasz brać inne tabletki. Potem jeszcze inne... I masz wrażenie, że twoje życie skończyło się w momencie pierwszego ataku. Masz ochotę wyjść z siebie z nowym mózgiem i uciec od starego, zainfekowanego nerwicą, jak najdalej, tam gdzie pieprz rośnie. Ale tego nie możesz. Jesteś jak uwięziony w pułapce własnych-niewłasnych urojonych myśli. No i tu można by jeszcze spytać:
Skoro te myśli są urojone i o tym wiesz, to jak możesz się bać? Ano możesz, bo podejrzewasz, że te myśli są urojone, ale do końca nie jesteś pewien. A fazie aktywnej nerwicy, nawet wierzysz w nie i jeszcze dalej kręcisz sobie ten koszmarny film. Każdego dnia nowa dokrętka i tak możesz ukręcić kilka sezonów. Tego jeszcze nie wiem, ale jak czytam artykuły i czy wpisy w necie, to ludzie po kilkadziesiąt lat chorują, czyli że do śmierci. A to jest motyw, który naprawdę zniechęca do walki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz