piątek, 23 stycznia 2015

Poranna kawa na tarasie

Ostatnio znajomy przypomniał mi moje marzenia sprzed... pewnie wielu już lat, bo znamy się wiele lat.

A były to: domek z ogródkiem, poranna kawa na tarasie, wypita w słońcu i w szlafroku.

Zapomniałam już, że miałam takie marzenia. Dziś chyba mam domek z ogródkiem i mogę wypić poranną kawę w szlafroku na tarasie (to znaczy będę mogła za kilka miesięcy, bo teraz jest zimno i nie mam ochoty pic kawy na dworze). Piszę, że "chyba mam domek", bo się z nim w ogóle nie utożsamiam. Nienawidzę go i obwiniam o wszystko zło, które przytrafiło mi się w ostatnim półroczu. Poza tym ten dom jest świadkiem wielu moich cierpień psychicznych, ataków paniki, kłótni i tym podobnych rzeczy. NIENAWIDZĘ GO, a muszę się z nim oswoić, bo to na najbliższe lata (jeśli nie do końca) moja miejsce na ziemi. Brrrr

Zrobiło mi się bardzo smutno. Moje marzenia... jakby się zrealizowały. Ale to "jakby" jest jak "prawie" w pewnej reklamie. Niby to, a jednak zupełnie nie to. Zadziwiający mechanizm losu. Dostajesz, co chciałeś, ale z karteczką: "Trzeba było dobrze zastanowić się, czego chcesz" i dalej szyderczy uśmiech. Jak w baśniach o złych ludziach, którzy zostają ukarani tym, że dostają to, co chcą, ale tak, że nie chcą już nic. Taka życiowa przewrotność. Ale ja nie uważam się za złą osobę...

Zdecydowałam się na ten dom z ogródkiem, ale odebrano mi najbliższych i wpędzono w nerwicę i depresję. Oddałabym dziś wszystko. I ten dom, i tych niby-bliskich, wszystko. Oby tylko ktoś dał mi jeść i dach nad głową gdzieś daleko, daleko stąd, zostawił samą i pozwolił odpocząć. Ale nie wypowiadam tego jako życzenia. Tak naprawdę wyleczyłam się z marzeń, z życzeń, a najbliższych tak naprawdę bardzo kocham, ale chwilowo źle wpływają na moje samopoczucie, więc moja psychika chce od nich uciec daleko.

Podobno zieleń pomaga w poprawieniu sobie nastroju. Zieleń i słońce. Niestety ani jednego, ani drugiego za oknem.

Jeszcze niedawno, na jesień, miałam taką oto zieleń przy tym moim domku:

10092014281To widok z okna na dole. Na mój ogród. Ktoś mógłby powiedzieć idylla, pięknie, aż chce się tam iść, usiąść i wypić tę kawę. Ale nie cieszy mnie ani ten widok, ani ten ogród, ani ten dom. Chętnie wymknęłabym się z tego wszystkiego. Najlepiej w ogóle z całego życia. Sama czuję, że to tchnie dramatem. I samej siebie jest mi bardzo żal. Jestem jak mała dziewczynka, która jest osaczona przez ludzi, którzy czegoś od niej chcą, krzyczą, ona nie rozumie, co się dzieje i nie ma dokąd uciec, czuje się taka bardzo, bardzo samotna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz