Tak, nawet w tak czarnej d...ziurze pojawiają się prześwity słońca. To lepsze dni. Te lepsze dni to odwrót od choroby. Miłe, optymistyczne, nawet nieco nadpobudliwe... Zdradliwe. Kiedy masz je pierwszy raz, wydaje ci się, że nastąpił cud, że nagle świat stał się dla ciebie łaskawy i wszystko, co czarne, odeszło w siną dal. Już robisz plany na najbliższe 10 lat, już planujesz wakacje... Kochasz wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta, nawet organizujesz własną imprezę urodzinową, bo przecież od tego dnia Twoje życie zaczyna się na nowo.
Fajny czas. Żołądka nie ściska obręcz, wiec możesz coś zjeść, nawet zaczynasz wyszukiwać to, co by się zjadło ze smakiem. Nie ma paraliżu rąk, nóg, porannych przerażających koszmarów. Ot budzisz się i stwierdzasz, że siedzisz w jakimś gównie życiowym, ale zaraz potem dochodzisz do wniosku, że połowa twoich znajomych też siedzi w jakimś gównie i zapychasz dzień wszystkim,co należy zrobić.
Masz energię, dużo energii, tak nawet na pograniczu euforii. Nawet dochodzi do tego, że zaczynasz myśleć, że twoje życie może płynąć bez tabletek. I ostatecznie postanawiasz ograniczyć ich spożycie.
Podstawowy błąd. Wielki błąd, jaki popełnia się raz, góra dwa razy. Owszem, to czas łatwiejszy, ale to czas remisji choroby. Kiedy raz tego doświadczysz, wiesz już, że za kilka dni, a może kilkanaście choroba uderzy. Ze zdwojoną siłą. Znów wciśnie ci głowę pod wodę i zaczniesz się dusić.
Dlatego nie warto czynić póki co żadnych planów i obwieszczać znajomym, że oto choroba przeszła. A już najbardziej czego nie wolno, to odstawiać leki lub zmniejszać ich ilość.
Trzeba po prostu nie wybiegać w jutro, w "za kilka godzin", ale cieszyć każdym podarowanym przez Pana dniem, każdą godziną i pogodnym niebem. I nie czekać na szalone wakacje i nie czekać na kolejny atak. To tyle i aż tyle!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz