czwartek, 2 października 2014

Powrót do tajemnicy

kobieta-baletnica


 

Każdy z nas ma taką napadową chęć zjedzenia czegoś, czego dawno nie jadł lub za czym nigdy wcześniej nie przepadał, a tu nagle mu się zachciało właśnie tego. I na przykład przez miesiąc je pomidory albo jabłka czy jogurty albo gorzką czekoladę, chociaż wcześniej lubił tylko mleczną.


Ja też tak mam. Zauważyłam to już od dawna i zawsze uważałam, że organizm sam wybiera sobie te produkty, które zwierają jakieś składniki, których mi akurat brakuje. Tak uważałam w swoim poukładanym, racjonalnym życiu, więc dziś wierzę, że coś w tym musi być. Teraz doszło do mnie całkiem nowe doświadczenie: atawistyczna wręcz potrzeba odtworzenia przeszłości. Od czasu załamania nerwowego najpierw podświadomie gromadziłam rzeczy, którymi się zaczęłam otaczać, a które pamiętam z dzieciństwa, z domu dziadków, z mojego domu, z domu wujka... Tak jakbym chciała odtworzyć klimat, sytuacje, przeszłość. I co jest przerażające, robię to do dziś, mimo że teraz już sobie uświadomiłam ten mechanizm.


Najpierw wydawało mi się, że chce wrócić do dzieciństwa, kiedy czułam się bezpiecznie, bo teraz nosze w sobie ciągły lęk. Ale nie. Przecież nie myślę o swoim dzieciństwie jako o czasie szczęśliwości. Raczej jako o czasie wielkiej, mrocznej tajemnicy.


A więc dlaczego tak uparcie moja psychika dąży do odtworzenia przeszłości? Bo jest w niej coś takiego jak w gorzkiej czekoladzie? Jakiś składnik, element układanki, którego brakuje mi dziś, by moja psychika mogła funkcjonować jak dobrze naoliwiona maszyna? Jestem o tym coraz bardziej przekonana. Ale nie wiem, co z tą wiedzą zrobić. Jeśli do tej pory nie znam swojego dzieciństwa, a rodzice (?) dość mało wiarygodnie mi je opisują jako czas wielkiej mej szczęśliwości, to jak mam odkryć, co się tak naprawdę stało? Fakt, że mój dom coraz bardziej przypomina domek babciny, nie cieszy mnie, a przeraża. Boję się go, każdy powrót do niego odczuwam jako dobrowolne oddanie się w ręce psychopaty. Ale kiedy już w nim jestem, to, o dziwo, jest mi w nim dobrze, lubię go, podoba mi się, czuje się w nim jak u siebie.


O co w tym wszystkim, do cholery, chodzi? Chcę odzyskać siebie, moją starą, dobrze znaną mi mnie! Nie chcę być tym kimś, kim jestem teraz, taką panną "niewiadomoco", ani nie chcę być kimś innym niż byłam, nawet jeśli lepszym. Znane braki i wady są lepsze niż nieznane nic. Proszę mego Anioła Stróża, bo dziś jest jego święto, niech już ten koszmarny sen się skończy. Chcę się obudzić jako ja, tamta ja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz