Ten temat dotyczy już nie tylko osób, które związały się z psychopatycznym potworem, ale wszystkim, którym cokolwiek w życiu nie wyszło, czy to z winy własnej, czy z różnych zbiegów okoliczności.
1. Nie oglądać się za siebie
To jest najtrudniejsze w pierwszym etapie, czyli przez jakieś 3 miesiące. Ponieważ kiedy nasze cierpienie jest świeżą raną, nie możemy praktycznie przestać myśleć o przeszłości, nie możemy zacząć myśleć o niczym innym jak tylko o tym, co nas spotkało, co nam nie wyszło. Dobrze jeśli z tego naszego wracania do przeszłości wynikają chociaż jakiekolwiek korzyści. Gorzej, jeśli nie wynika nic oprócz hodowania wrzodów żołądka i wypłakiwania oczu.
Pozytywne aspekty wracania do przeszłości praktycznie nie istnieją, ale jeśli musimy do niej wracać, inaczej nie potrafimy, to wykorzystajmy to w dwóch kierunkach:
– wyładowanie złości
Zawsze pojawia się złość na kogoś, okoliczności, naturę, Boga… Pod różnymi postaciami ten gniew się ujawnia. Nie zawsze jest to krzyk, podniesione ciśnienie i wewnętrzny dygot. Czasem inne reakcje organizmu też mogą być wywołane przez gniew. Dobrze jest go wyładować w aktywności fizycznej. Choć wiem, że pięknie się mówi, gorzej z realizacją, kiedy jesteśmy w czarnej d… Nie jest dobrze złość dusić w sobie lub nie pozwalać sobie na nią, bo ktoś nam kiedyś powiedział, że trzeba wybaczać. Tak, owszem, trzeba wybaczać, ale wtedy, kiedy jesteśmy na to gotowi. A będziemy gotowi, kiedy przerobimy m.in. naszą złość.
– konstruktywne wnioski na przyszłość
Jeśli już musimy międlić przeszłość, to niech z tego coś dobrego wyniknie dla naszej przyszłości. Jeśli więc realizowaliśmy jakiś chory schemat, coś w naszym życiu się powtarza systematycznie i nie jest to coś, z czego jesteśmy dumni, trafiamy wiąż na ten sam typ ludzi, którzy nas ranią, sami ranimy i nie wiemy czemu… To jest to dobry czas, aby dokonać analizy, samemu, z pomocą lektur lub z pomocą specjalisty psychoterapeuty.
2. Nie oglądać się przed siebie
Kiedy jesteśmy już na dnie, kiedy być może pukamy do tego dna od spodu (co podobno jest gorsza wersją bycia na dnie), to nie ma nic bardziej destrukcyjnego jak myślenie o przyszłości. A już na pewno, kiedy na przykład musieliśmy uciekać z własnego domu, życia czy pracy. Przyszłość może nam się jawić jak czarna otchłań, w której nie dostrzegamy żadnych pozytywów ani żadnych dobrych rozwiązań. Biorąc pod uwagę spadek naszej formy psychofizycznej, do czarnych myśli dokłada się nasza biologia, która już zupełnie kładzie optymizm i jasność myślenia.
Nie bez powodu mówi się, żeby w czasie kryzysu nie podejmować żadnych ważnych lub wiążących decyzji, bo nie jesteśmy w jasności umysłu i później może się okazać, że popełniliśmy kolejny błąd.
I nie bez powodu mówi się, że nerwy i stres zżerają nasze zasoby minerałów, dlatego warto wspomóc się w tym czasie jakimiś suplementami (magnez, cynk, wit. B complex, wit. D, A to podstawa w takich sytuacjach).
3. Rozglądać się wokół siebie
Skoro wyeliminowaliśmy przeszłość i przyszłość, to co nam zostaje? Wydaje się, że nic. I tu znów może zapaść w nas klapka lęku i przerażenia. Bo oto kawał czasu na nami ma przestać istnieć, kawał czasu przed nami też, i zostaje ten mały czarny punkcik tu i teraz.
Jeśli tak myślisz, to zmianę myślenia czas zacząć. Wytęż wyobraźnię i spróbuj zobaczyć ogromną przestrzeń tu i teraz. Tak wielką, że jak obrócisz się wokół własnej osi, to nie widać krańca aż po horyzont. A gdzieś w oddali z jednej strony jest małe kółko twojej przeszłości, którego nie widzisz. I gdzieś w oddali, po przeciwległej stronie, jest małe kółko przyszłości, której też nie widzisz.
Tak właśnie realnie wygląda twój świat. I tak też wygląda świat twoich emocji. Czy dziś czujesz to samo, co czułeś z taką intensywnością 10 lat temu? Nie. Nawet jeśli 10 lat temu serce ci wyskakiwało z piersi z radości narodzin pierworodnego potomka lub akurat miałeś sprawę rozwodową, to dziś masz wspomnienie tamtych uczyć, ale nie targają one twoimi wnętrznościami. Natomiast realne uczucie dziś, takie dogłębne, może przenieść ci to, co dzieje się aktualnie. Nawet jeśli będzie to związane z tak błahym wydarzeniem, jak fakt oparzenia się gorąca pokrywką. Tu i teraz oparzenie się tą nieszczęsną pokrywką wywoła o wiele większe reakcje twojej psychiki i ciała niż wspomnienie rozwodu 10 lat temu.
Mają taką świadomość, łatwiej znosi się różne trudne czasy w życiu i przejścia. Ja zawsze sobie powtarzam, że za każdym zakrętem, nawet kilkukrotnym, zawsze jest jakiś odcinek prostej. Mając lat ponad 30 już się to wie. A mają lat ponad 40 jest się tego pewnym.
Tylko te wydarzenia, które są dziś, mogą w tobie wzbudzić tak wielkie emocje. Dlatego obszaru twojego „dziś” potrzeba znacznie więcej niż ten początkowy czarny punkcik, który widziałeś. I twojego zaangażowania w to twoje dziś też potrzeba o wiele więcej niż energii, którą marnujesz rozpamiętując przeszłość i obawiając się przyszłości. Realnie masz wpływ na to, co zrobić dziś. Dlatego staraj się to wykorzystać. A zobaczysz, że przyniesie to błogosławione owoce zarówno dla uporania się z przeszłością, jak i dla stworzenia trwalszego fundamentu pod przyszłość niż do tej pory.
Spróbuj wybrać się na spacer po tym twoim tu i teraz. Oglądaj, wąchaj, czuj… To jest najważniejszy kawałek twojego życia.
Zdarzyło mi się ostatnio, jadąc pierdylionowy raz do pracy tą samą drogą, na jednym ze skrzyżowań, na którym stałam na światłach, podnieść głowę ponad sygnalizator. I zobaczyłam w oddali drzewa, a miedzy nimi budynki, które jakby się przepychały z zielenią o odrobinę miejsca dla siebie. Pierwszy raz zauważyłam, że centrum mojego miasta jest umieszczone na pagórkowatym terenie i że jest w nim mnóstwo zieleni. I zachwyciłam się tym widokiem. Poczułam wzruszenie. I takie nawyki i uczucia warto wzbudzać i pielęgnować. Są jak akumulatory pozytywnej energii na trudniejsze chwile, które może uda nam się szybciej przejść.
Jak dużo z tu i teraz tracimy, wciąż próbując zmienić niezmienialną przeszłość czy odgadnąć lub wyreżyserować przyszłość, która i tak nas zaskoczy… Zacznijmy żyć świadomie, pięknie i radośnie właśnie tu gdzie jesteśmy, właśnie dziś!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz