piątek, 7 kwietnia 2017

Gad, jad i okupacja

"Wybierze cię, rozbroi swoimi słowami i będzie panował nad
tobą swoją obecnością. Będzie zachwycał cię poczuciem humoru
i rozmachem projektów. Pokaże ci wspaniałą zabawę, ale
zawsze przyjdą rachunki do zapłaty. Będzie się uśmiechał i oszukiwał,
i będzie przerażał cię swoim spojrzeniem. A kiedy z tobą
skończy - a skończy z tobą - porzuci cię, zabierając twoją
niewinność i dumę. Pozostawi ci smutek i niewiele więcej doświadczenia
i długo będziesz się zastanawiać, co się stało,
w czym tkwił twój błąd. A jeśli ktoś podobny do niego zastuka
do twoich drzwi, czy znowu je otworzysz?".

Te przykre słowa są w całej rozciągłości o mnie. O mnie, o moim 10-letnim związku i o M. Przede wszystkim to on jest tu postacią główną dramatu. Każda książka o ucieczce od psychopaty, osoby o zaburzeniu dydocjacyjnym lub jeszcze inaczej: o narcystycznej osobowości zawiera to samo kluczowe, przerażające pytanie ofiary: Jak ja mogłam do tej pory tego nie widzieć? Jeśli więc należysz do grona zadająych sobie to pytanie po roku, dwóch, trzech lub 10 w związku, nie dziw się. Tak to jest. Każda z nas przeszła przez to olśnienie. Każda gdzieś przeczytała o psychopatycznych zwyczajach i okazało się, że opisywany przypadek pasuje jak ulał do historii jej życia.


Bo jest jeszcze jedna prawidłowość: ci osobnicy używają tych samych narzędzi, schematów, a nawet konstrukcji słownych. Byłam przerażona, kiedy w książce "Moje dwie głowy" autorka opisywała swojego psychofaga, który najpierw wyłudził od niej, co jest dla niej najbardziej obrzydliwe, a potem wyciągał to systematycznie podczas posiłków przy stole. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadkiem nie ja jestem autorką tej książki sprzed jakiejś amnezji, bo miałam obraz wielokrotnych rozmów przy jedzeniu o gównie. I te świdrujące, kaprawe oczka, które wtedy z taką wyższością patrzyły na moją reakcję, napawały się moimi oporami i zniesmaczeniem, śmiały się cynicznie z mojej wielkopańskiej wrażliwości. Nie miałam wtedy pojęcia, że takie rozmowy przy stole odbywają się nie tylko w moim domu.


Moja prywatna opinia jest taka, że ci osobnicy są zimnymi, bez uczuć wyższych, bez zdolności empatii i bez sumienia gadami. A gady zazwyczaj nie posiadają zbyt rozbudowanych narzędzi różnego rodzaju oprócz grubej oślizgłej skóry oraz jadowitego ukąszenia. Tak więc kąszą ofiarę jadem, który nie jest śmiercionośny od razu, tylko toksyna uwalnia się stopniowo. Czasem nawet te 10 lat. I w tym czasie ofiara jest jak zahibernowana. Czuje się coraz gorzej, ale nie wie dokładnie, co się z nią dzieje. A gad dzięki swej grubej oślizgłej skórze potrafi bez refleksji zadawać najwymyślniejsze tortury, podduszać itp., czerpiąc z tego przyjemność i mentalnie podnosząc się z poziomu ziemi, z którego to poziomu tak naprawdę nigdy się faktycznie nie podniesie jako jedyne stworzenie, które nie zostało wyposażone w kończyny. I ten brak, ten deficyt próbuje sobie zrekompensować, odrywając kończyny ofiarom i powalając je bezradne na pysk na ziemię.


A kiedy widzi, że już prawie zdychają lub w przerażaeniu próbują odpełzać na bezpieczną odległość, wówczas zaczyna się akcja reanimacja. Znacie te sceny z filmów okupacyjnych, kiedy gestapo torturowało do momentu, kiedy siedzącemu na krześle z powyrywanymi pznokciemi, przypalonymi kończynami zwisała bezładnie głowa a akcie utraty przytomności? Wówczas siedzący zaliczał wiadro zimnej wody i wynoszono go do celi, żeby doszedł do siebie, Potem dostał coś do jedzenia, czasem papierosa dla udobruchania i... od nowa to samo.


Nie inaczej postępuje wyżej wymieniony gad, czyli psychopata. Czyli M. też tak postępował. Nazywa się to faza ostra, czyli eskalacja przemocy, i okres miodowy, czyli dobroć zamierzona, która ma podtrzymać ofiarę przy życiu i sprawić, że ów worek treningowy nie uciekł w siną dal.


Na koniec, aby nie pozostawić wrażenia, że zło zwycięża, informacja dobra: aresztowanego przez gestapo odbijają koledzy z partyzantki, a ofiara przemocy budzi się z toksycznego snu i sama lub również z pomocą partyzantki koleżeńskiej zabiera swoje rzeczy i ucieka od oprawcy w siną dal, gdzie pieprz rośnie czy w inne równie odległe krainy. I to też jest prawidłowość, że każdy taki psychopata w końcu przegnie i posiłek takiemu drapieżnikowi ucieknie. Wówczas wyrusza on głodny, nienasycony, niezaspokojony na kolejne łowy. Stąd tak ważne zaraz po ucieczce jest dozbrojenie własne: w wiedzę, w elementy obronne, w czujniki ruchu psychopatów w pobliżu oraz w alarm, który włączy się, jak tylko taki osobnik pojawi się w pobliżu. Bo problem polega na tym, że ich jest wielu, tak jak i ofiar jest sporo, i bez uzbrojenia zawsze można załapać kolejną gadzią paskudę we własnym życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz