wtorek, 31 marca 2015

Fajny związek

Chciałam mieć fajny związek. Taki partnerski, taki spokojny, taki, że wieczorami albo gdzieś wychodzimy, na przykład na spacer z psem albo do znajomych, albo znajomi przychodzą do nas, albo siedzimy przed telewizorem i oglądamy upatrzony wcześniej film, albo sobie coś opowiadamy. I tak nie wiadomo kiedy starzejemy się oboje. Taki związek, do którego zawsze chce się wracać. No, nie idealizując, to prawie zawsze chce się wracać, minus te małe chwile, kiedy się o coś poróżnimy.


Nie mam takiego związku i już wiem, że ten związek nigdy taki nie będzie więc w rozrachunku na dziś nigdy takiego związku mieć nie będę. Mam walkę, gburowatość, mrukowatość, dominację, eskalację, agresję, słodkowatość poagresyjną, przerażającą pustkę, nudę, syf. Mam też jakich obcych ludzi w głowie, którzy chcą się zagnieździć w moim-naszym domu. Chcę ich wyrzucić z mojej głowy, ale nie mogę. Znów są mi tam wtłaczani vel stają przed drzwiami mojego domu i zostają wpuszczeni, gdyż to mój/nasz dom. Nie chce mi się rano wychodzić do pracy. Nie chce mi się po pracy wracać do domu. Nie chce mi się być miłą, czułą, udawaną, nie chce mi się go trącać. I seksu też mi się nie chce. Nawet jeść już mi się nie chce. Po prostu nie chce mi się żyć.


Myśl o jakiejś starości rodzi tylko jedno uczucie: jeden wielki rzyg na te wszystkie lata, które jeszcze muszę przetoczyć w życiu i w tym związku. Mamy staż 8 lat. Co więc z tymi, które nadejdą? Możemy się rozstać, tylko że dopiero co kupiliśmy wspólny dom. Na kredyt. Na 30 lat. Na pewno nie przeżyję jeszcze 30 lat. Nie wiem, jak przeżyję ten dzień do końca.


I teraz żadne z nas nie chce się przyznać do porażki. Póki co brniemy, udając od czasu do czasu zainteresowanych sobą. Coraz częściej oskarżamy się o wszystko i spychamy na siebie większość rzeczy, które „należy zrobić”. Tylko po co je robić? Może z jego punktu widzenia po to, że niebawem kojfnę, kopnę w kalendarz i on siłą przejmie moją schedę i się w niej rozpanoszy? A co jak nie kojfnę? A co jak kojfnie on? A jak nie kojfnie ani on, a ni ja? Nie wiem, czy on już to przeczuwa, czy jeszcze z tym w sobie walczy, ale będziemy musieli się rozstać. Bo co można jeszcze zrobić?


Tylko że ja już nie mam przekonania że cokolwiek jeszcze należy zrobić. Cokolwiek oprócz palnięcia sobie w łeb!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz