Chciałabym napisać list do pewnej kobiety, którą wczoraj zaobserwowałam w scence na parkingu przed marketem.
Scenka wyglądała tak. Rozpromieniona kobieta stoi przy swoim samochodzie. Patrząc na nią nie trzeba się odwracać żeby się domyśleć, że w jej stronę podąża ktoś, kogo widok bardzo ją cieszy, kto jest dla niej niezwykle ważny, a po jej spięciu widać też, że nie jest to stary przyjaciel, tylko ktoś, kto pojawił się w jej życiu niedawno. Kobieta pod czterdziestkę. On po, nawet pod pięćdziesiątkę. Podszedł do podekscytowanej kobiety przy samochodzie. Ich przywitanie, przytulenie, było takie z wielkimi nadziejami i niezdarne trochę...
Z kilku słów, które zamienili, wyszło, że się umówili na jakąś wspólną wycieczkę. Pewnie ona wzięła sobie wolne na ten dzień, poszła do fryzjera, nową kieckę kupiła... A on? Pewnie nie musiał brać wolnego, bo zapewne nigdzie nie pracuje, skoro to ona go zabierała swoim samochodem, a nie on ją.
Cała ta scenka budziła mój niesmak. Ona z nadzieją na trwały związek, bo aż to z niej kipiało, że się stara jak nie wiem co. A on pewnie chce przytulić dupę do ustawionej babki i tak przewegetować kilka lat, niszcząc jej życie i konto. Może mam uraz, ale dziś widzę sprawy bardzo krytycznie.
I miałabym ochotę napisać do niej:
Droga Kobieto,
Nie pokazuj facetowi, że aż tak ci zależy na posiadaniu w domu męskich gaci. Nie pokazuj facetowi, że jesteś w stanie oddać mu wszystko, co masz. Nie pokazuj facetowi, że teraz będziesz mu z ręki jeść, byle by tylko był. Nie pokazuj facetowi, że może z Tobą zrobić wszystko, a Ty i tak będziesz się starać, zabiegać o jego miłość uznanie i o to, żeby był.
I tak sobie myślę… Czemu kiedyś, wiele lat temu ktoś nie napisał do mnie takiego listu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz